Brzydota i piękno świata finansów
Wall Street to bestia, którą trzeba cały czas uczłowieczać. To zadanie, które nigdy nie będzie miało końca
Z Elżbietą Mączyńską rozmawia Rafał Woś
Jaką książkę pani nam dziś poleci?
Wiosną ukaże się po polsku praca "Finanse i dobrobyt społeczny", najnowsza książka ekonomicznego noblisty z 2013 r. Roberta Shillera. Wydajemy tę książkę nakładem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.
Dlaczego ją?
Bo to finanse, matematyka, etyka, estetyka i artyzm w jednym. Bo choć książek na temat finansów napisano wiele, tę wyróżnia wskazanie możliwości godzenia kapitalizmu finansowego z realizacją ideałów godnego społeczeństwa. Shiller podjął się tu pogodzenia wody z ogniem, np. tłumaczy, w jaki sposób można wykorzystać finanse do wspierania wolności, sprawiedliwości społecznej oraz bezpieczeństwa ekonomicznego. Podjął się wielkiego wyzwania, zwłaszcza w sytuacji gdy kryzys doprowadził do rozgoryczenia społecznego i otwartego zakwestionowania użyteczności kapitalizmu finansowego. Na dodatek nie ma wciąż pewności, czy kryzys ten już się skończył. Zdaniem Shillera nie można wykluczyć, że najgorsze jest wciąż przed nami, bo podejmowane przez rządy próby rozwiązania problemów, które doprowadziły do krachu, nie posunęły się zbyt daleko, a stress testy banków były wątpliwej jakości. Lektura tej książki pomaga w zachowaniu równowagi ocen. A o to wcale nie jest łatwo. Shiller wskazuje, że system finansowy, podobnie jak teoria finansów, ma w sobie wiele piękna pobudzającego wyobraźnię, lecz też sporo brzydoty, przynajmniej w obecnym kształcie. Finanse stały się dziś głównym przedmiotem sporu w dyskusjach ekonomicznych. Trudno nie zauważyć, jak wiele się w tej dziedzinie nagromadziło patologii. Przy tym od wybuchu kryzysu mamy do czynienia ze zjawiskiem nazywanym przez Shillera - reakcją alergiczną.
Kiedy ludzie słyszą sektor finansowy, natychmiast myślą: złodzieje, darmozjady, banksterzy.
I to też nie jest dobre. Shiller przed tym przestrzega, bo jego zdaniem takie oceny nie służą gospodarce ani społeczeństwu. Wskazuje na fundamentalne funkcje finansów, podkreślając, że w świecie korporacyjnym banki inwestycyjne - w ostatecznym rachunku - pełnią rolę orędowników pokoju i promotorów postępu. Jednocześnie Shiller ustawia się w roli podwójnego adwokata diabła. Gdy myślimy, że będzie bronił sektora finansowego, wskazuje na jego słabości. A kiedy sądzimy, że zaraz obnaży wszystkie grzechy finansistów, nagle zaczyna bronić wielkich banków czy firm ubezpieczeniowych. W tej książce zawsze jest jakieś "ale".
Jakiś przykład?
Weźmy choćby bańkę na rynku kredytów hipotecznych, która pękła w USA w latach 2007-2008. Dziś myślimy o tym zjawisku niemal wyłącznie jako o czymś złym. Ale przecież - dowodzi Shiller - trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że był to czas, gdy wielu Amerykanów uzyskało dostęp do taniego kredytu, który był dla nich wcześniej nieosiągalny. Wielu podniosło w ten sposób standard swojego życia.
Ale jednocześnie wielu wpadło w pułapkę kredytową.
Dobrze, że pan używa słowa "jednocześnie". Bo to jest właśnie wielka wartość tej książki. Shiller pokazuje, że sektor finansowy to jednocześnie koło zamachowe gospodarki oraz jej hamulec. Albo inny przykład shillerowskiego pragmatyzmu. Pisze, że sektor finansowy tworzy wiele zachęt do prowadzenia interesów na pograniczu prawa lub wręcz wbrew jego intencjom. Wielu pracujących w nim ludzi koncentruje się bez reszty na robieniu pieniędzy i brak im skrupułów moralnych.
I to by się zgadzało...
Ale dodaje, że w otaczającym nas świecie musimy niestety niejednokrotnie współpracować z takimi ludźmi. A nawet dla nich pracować.
Samo życie.
No właśnie. Ale zarazem przestrzega, że trzeba uważać, bo to niebezpieczna droga, która może okazać się równią pochyłą. Jako ekonomista zajmujący się finansami i zachowaniami w świecie finansów Shiller wie, jak to wszystko działa. Że Wall Street to potężna machina lobbingowa zdolna do wpływania na kształt legislacji. I że pracuje dla niej olbrzymia armia najwyższej klasy fachowców. Te potężne grupy interesów w momencie, gdy jakiś przepis mógłby narazić na szwank ich zyski - bez względu na zasadność społeczną i ogólnogospodarczą - z precyzją skalpela laserowego podejmują działania, aby wyeliminować nawet najmniejsze zagrożenia dla własnych korzyści. Z drugiej strony nie można sobie wyobrazić dobrze funkcjonującej gospodarki bez sprawnego sektora finansowego.
Czyli Wall Street to bestia, z którą trzeba nauczyć się żyć w jednej klatce.
Nie ma innego wyjścia. Trzeba ją cały czas uczłowieczać. To zadanie, które nigdy nie zakończy się zupełnym fiaskiem ani całkowitym sukcesem. Tylko tak można budować dobrobyt społeczny, lepszy i bardziej sprawiedliwy świat. Energia oraz inteligencja świata finansów są potrzebne, by ten cel urzeczywistnić. W każdym razie Shiller jest o tym przekonany i przekonująco dowodzi swoich racji, podpowiadając, w jaki sposób w warunkach demokracji można pokierować potęgą finansową i pogodzić ją z podstawowymi wartościami ludzkimi. Pozostaje mieć nadzieję, że Shiller ma rację, dzięki czemu świat finansów zaczniemy postrzegać w lepszym niż obecnie świetle.
@RY1@i02/2015/020/i02.2015.020.00000280a.803.jpg@RY2@
MATERIAŁY PRASOWE
Elżbieta Mączyńska profesor ekonomii i prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, wykłada w Szkole Głównej Handlowej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu