Niechęć do ryzyka nie ustępuje
Wystarczyło zatrzymanie giełdowej hossy na kilka miesięcy, żeby Polacy zaczęli wypłacać pieniądze z funduszy akcji
Rosnące od listopada zeszłego roku kursy przyciągnęły uwagę szerszej publiczności tylko na chwilę - w styczniu i lutym napływ netto kapitału (różnica między wpłatami i wypłatami) do funduszy inwestujących w polskie akcje przekroczył pół miliarda złotych. Kolejne 135 mln zł przyciągnęły fundusze małych i średnich spółek, które w teorii, przynajmniej w okresach dobrej koniunktury, powinny dawać najwyższe stopy zwrotu. Tak było w trakcie ostatniej hossy na GPW zakończonej przed dekadą. Jednak przez kolejne cztery miesiące w funduszach akcyjnych saldo wpłat i umorzeń zamknęło się kwotą 200 mln zł na minusie. Niemal 100 mln zł odpłynęło z podmiotów inwestujących w małe i średnie spółki. A przecież w tym czasie na rynku nic złego się nie zdarzyło. Wprawdzie wzrosty wyhamowały, ale w ostatni wtorek indeks WIG ustanowił nowe maksimum hossy, zamykając notowania na poziomie 62,8 tys. pkt.
- Nie mamy w zwyczaju systematycznego inwestowania w różnego rodzaju fundusze, by tak dywersyfikować ryzyko. Częściej robimy to pod wpływem impulsu, bo na przykład przeczytamy w prasie, że na giełdzie padł rekord - mówi Paweł Homiński, członek zarządu Noble Funds TFI.
Nie ma hossy, nie ma wpłat
Takie inwestycyjne zwyczaje mają swoje konsekwencje - wpłacający do funduszy domagają się zysków natychmiast. Jeśli tak się dzieje, to nie zważając na zalecany w przypadku akcji pięcioletni horyzont inwestycyjny, kupujący gotowi są wycofać pieniądze.
- Wystarczy ujemny wynik w jednym miesiącu i pojawiają się e-maile z epitetami typu "złodzieje" - mówi jeden z przedstawicieli branży.
W perspektywie ostatnich 3-5 lat fundusze akcji, w szczególności te zajmujące się małymi i średnimi spółkami, biją konkurencję na głowę pod względem stóp zwrotu. Dla inwestorów większe znaczenie ma jednak to, że w ostatnich trzech miesiącach przeciętne zyski funduszy akcji spadły do zera. A właśnie fundusze inwestujące w małe i średnie spółki radzą sobie teraz najsłabiej. Indeks sWIG80 - pokazujący zachowanie kursów mniejszych firm - spada od kwietnia. W tym czasie stracił na wartości 6 proc. i na początku sierpnia znalazł się na najniższym poziomie od sześciu miesięcy. Z saldem wpłat do funduszy ma to ścisły związek - tą grupą spółek nie interesują się z reguły inwestorzy zagraniczni, zatem decydujący jest popyt ze strony krajowych instytucji finansowych, a o nim decydują w dużej mierze wpłaty do funduszy. Skoro kapitał nie płynie, to trudniej o wzrosty kursów. A skoro nie ma kolejnych rekordów, to nie ma wpłat.
Lepiej radzi sobie kojarzony ze średnimi spółkami indeks mWIG40. Wprawdzie przestał rosnąć już na początku marca, ale od tamtej pory niemal nie zmienił wartości. Utrzymuje się tuż poniżej rekordów hossy. Z 22 funduszy specjalizujących się w inwestycjach w małe i średnie spółki, w ostatnich trzech miesiącach 12 poniosło straty. W przypadku najsłabszych podmiotów straty w tym okresie sięgają 3,5-5,5 proc.
- W ostatnim czasie obserwujemy raczej spowolnienie napływu środków niż ich odpływ. Napływy do funduszy akcyjnych, w szczególności małych spółek, w przeszłości były mocno skorelowane z koniunkturą na GPW. Ta tendencja nadal jest widoczna, choć nakłada się na nią inna - inwestorzy preferują ostatnio mniej ryzykowne fundusze. Powoduje to, że obserwowane pod koniec ubiegłego i na początku bieżącego roku wzrosty w segmencie małych i średnich spółek nie przyciągnęły do tej grupy dużych środków. Obecna koniunktura na GPW na pewno nie pomaga. Można przypuszczać, że jeśli nie nastąpi silniejsza fala wzrostów, to widoczna będzie przewaga umorzeń nad nabyciami - wyjaśnia Robert Szwajka, dyrektor ds. sprzedaży w Investors TFI.
Niższe oczekiwania
- Polacy unikają ryzyka. Pod wpływem spadającego oprocentowania lokat znacznie obniżyły się oczekiwania odnośnie do stóp zwrotu. Kiedy w banku mogliśmy dostać 6-7 proc., to od inwestycji mniej bezpiecznych oczekiwaliśmy zysku rzędu 20 proc. rocznie. Teraz zadowala nas 5 proc., pod warunkiem że nie podejmujemy tak dużego ryzyka jak na rynku akcji - ocenia Jarosław Sadowski, główny analityk firmy Expander.
Kilka procent rocznie możemy zarobić np. na obligacjach korporacyjnych. Dlatego nie przenosimy pieniędzy z lokat, które przy obecnym poziomie oprocentowania (1-1,5 proc. rocznie) i inflacji (1,7 proc.) nie dają żadnego zysku, na rynek akcji, ale kupujemy papiery dłużne firm.
- W powszechnej opinii ta klasa aktywów postrzegana jest jako bezpieczniejsza niż jest w rzeczywistości - mówi Homiński.
Na rynkach wysokorozwiniętych emitowane przez firmy obligacje klasyfikowane są jako mniej ryzykowny substytut akcji. W Polsce bliżej im do lokat i obligacji rządowych.
Drugą klasą aktywów, które przyciągają nasze oszczędności, są nieruchomości. Deweloperzy biją rekordy sprzedaży, ceny idą w górę. - Przy tak niskich stopach procentowych zysk, który można osiągnąć z wynajmu nieruchomości, jest zachęcający. A rynek akcji? Wciąż wiele osób pamięta straty, jakie poniosło w trakcie ostatniego dużego załamania rynku w 2008 r. - podkreśla Sadowski.
Rekompensatą za podejmowane ryzyko powinny być wysokie zyski. Analizując stopy zwrotu możliwe do osiągnięcia na rodzimym rynku, niechęć inwestorów można zrozumieć. Po 1995 r. przeciętna roczna zmiana indeksu WIG to 11 proc. Tyle samo wynosi ona w przypadku amerykańskiego indeksu S&P 500; niemiecki DAX zyskiwał w tym czasie przeciętnie 16 proc. w ciągu 12 miesięcy. Biorąc pod uwagę wyższą w tym okresie o 1,5-2,0 pkt proc. rocznie inflację w Polsce, na naszym rynku można było zarobić mniej niż w USA czy w Niemczech. Szczególnie inwestując za pośrednictwem funduszy, w których opłaty za zarządzanie sięgają 4 proc. rocznie i należą do najwyższych w krajach wysokorozwiniętych. W efekcie klientowi polskich funduszy akcyjnych zostaje ok. 4 proc. rocznie realnego zysku. To wynagrodzenie za ryzyko wydaje się zbyt niskie.
Większe kłopoty z zarabianiem na krajowym rynku akcji niż w pakietach zagranicznych dobrze uwidoczniły się ostatnich latach, w trakcie odrabiania strat po bessie z 2008 r. Rynek amerykański i niemiecki bije rekordy wszech czasów już od czterech lat, w Warszawie wciąż czekamy na osiągnięcie szczytów z 2007 r.
Bez dodatkowej premii
Segment małych i średnich spółek postrzegany jest jako najbardziej ryzykowny - w przypadku mniejszych firm czasem jedna nierozważna biznesowa decyzja czy utrata kilku klientów jest w stanie doprowadzić do jej upadku. Warszawska giełda za ryzyko związane z kupowaniem akcji tej grupy spółek nie wynagradza. Stopy zwrotu z indeksu sWIG80 czy mWIG40 są nawet minimalnie niższe niż w przypadku WIG. To także tłumaczy, dlaczego w funduszach małych i średnich spółek mamy zainwestowane ledwie 3 mld zł ze 143 mld zł ulokowanych na koniec czerwca we wszystkich podmiotach dostępnych dla inwestorów detalicznych.
@RY1@i02/2017/151/i02.2017.151.000000800.801.jpg@RY2@
Wzrosty kursów na GPW wyhamowały, ustał napływ środków do funduszy akcji
OPINIA
Trauma sprzed dekady wciąż tkwi w pamięci
@RY1@i02/2017/151/i02.2017.151.000000800.802.jpg@RY2@
Wojciech Kiermacz Analizy Online
Prawdopodobnie wielu klientów wciąż pamięta bolesną lekcję sprzed dekady, gdy aktywa funduszy akcji polskich spadły z ok. 40 mld zł w październiku 2007 r. do 8 mld w lutym 2009 r. Od tamtej pory inwestorzy indywidualni w większości unikają podejmowania nadmiernego ryzyka. Wybierają przede wszystkim produkty pieniężne i dłużne. W nich ulokowana jest mniej więcej połowa wszystkich środków zgromadzonych w funduszach detalicznych.
Obecna hossa na GPW jest nietypowa, bo praktycznie bez napływów do detalicznych funduszy akcyjnych - zarówno uniwersalnych, jak i małych i średnich spółek. Przez pierwsze sześć miesięcy tego roku napłynęło do nich netto tylko 0,4 mld zł (głównie w styczniu i lutym). Obserwatorzy rynku stawiają pytanie, czy napływy w końcu się pojawią, ale odpowiedź nie jest prosta. Klienci boją się wejść drugi raz do tej samej rzeki. Z drugiej strony obserwujemy rosnące napływy do funduszy polskich mieszanych. Bilans sprzedaży za pierwsze sześć miesięcy to 1,3 mld zł na plusie. Być może to jaskółka, która zwiastuje wzrost zainteresowania rozwiązaniami akcyjnymi.
Tomasz Jóźwik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu