W pracy nie warto biadolić
Rosa Evans, asystentka do spraw personalnych w banku inwestycyjnym, jest już zmęczona ciągłymi narzekaniami kolegów. W ostatnich miesiącach, gdy bankowcy odkryli, że ich premie zostaną obcięte, te pretensje sięgnęły szczytu. - Choć wielu ich kolegów straciło pracę, a opinia publiczna przeciwna jest przyznawaniu im jakichkolwiek premii, co dzień słyszę, jak marnie im się wiedzie. To tworzy okropną atmosferę - mówi Rosa Evans. - Powtarzam im, że mają szczęście, bo zachowali pracę, ale oni nie patrzą na to od tej strony.
Największy zrzęda wycina nawet ponure nagłówki z gazet i przypina je nad swoim biurkiem. Jaki ma to skutek? - Gdy tylko spojrzę na niego, mam ochotę go zabić - twierdzi pani Evans.
W takiej sytuacji niezłym wyjściem może być przypadkowa grypa. Zdaniem Gurneka Bainsa, szefa zajmującej się psychologią korporacyjną firmy YSC w Londynie, choroba rozładowuje napięcie i spełnia pożyteczną funkcję społeczną. - Czujemy potrzebę spotkań i dzielenia się opowieściami - mówi. - Wymienianie się opisami własnych niedoli jest trochę podobne do wzajemnego iskania się przez małpy. To zbliża ludzi do siebie.
Gdy jednak płynące nam z ust skargi przekształcają się w utyskiwania, które obniżają morale wszystkich obecnych w miejscu pracy, staje się to szkodliwe dla firmy i - wraz z nasilaniem się recesji - mogą narzekającego kosztować utratę zajęcia.
- Ludzie, którzy ustawicznie lamentują, są podczas recesji częściej narażeni na zwolnienia. Nikt nie lubi mieć ich w pobliżu. Obecność w zespole osób ciągle niezadowolonych może mieć bardzo szkodliwe skutki. Powoduje obniżenie morale i spadek wydajności - mówi Thierry Guedj, psycholog pracy z Boston University.
Jego zdaniem narzekanie może również prowadzić do podziałów w zespole. - Okres spowolnienia wymaga od ludzi jedności i ufania sobie. Tymczasem pojawiają się obawy, że ludzie, którzy krytykują innych, mogą i ciebie krytykować za plecami - mówi.
Nawet jeśli naprawdę ma się powody do lamentów, takie jak silne obawy o swoją sytuację, to - co paradoksalne - czas recesji może wymagać utrzymywania się w możliwie jak najlepszym nastroju. - Nikt nie chce leżeć w okopach z nieszczęsnym zrzędą, który wszystkich przygnębia - mówi Janet Banks, która nadzorowała wiele fal zwolnień, najpierw jako wiceprezes Chase Manhattan Bank od 1980 do 1994 roku, a później, do 2003 roku, jako dyrektor w FleetBoston Financial.
Krytycyzm nie jest jednak całkowicie zakazany. Według prof. Guedj, pomaga on identyfikować problemy i skłaniać firmę do zmian. - Narzekanie jest w porządku dopóty, dopóki ma ono na celu dobro organizacji. Na przykład uskarżanie się na niskie płace w firmie może oznaczać wskazanie problemu, który trzeba rozwiązać - mówi.
Kluczowa sprawa to być konstruktywnym: - Zwracanie uwagi na negatywy może być pożyteczne, ale tylko wtedy, gdy się wie, co z nimi zrobić - uważa Gurnek Bains.
Wskazuje przy tym na przykład pewnego nowego dyrektora naczelnego, który pierwszego dnia pracy wymienił wszystkie problemy firmy, narzekając na nie wobec dyrektora zarządzającego. - Ten się początkowo ucieszył, że nowy dyrektor tak szybko je zidentyfikował. Za normalne uznał też biadolenie na odziedziczone problemy. Rychło jednak okazało się, że nowy szef skupia się wyłącznie na negatywnych stronach firmy. Wkrótce został odwołany - mówi Bains.
Według Bena Leichtlinga, autora książki „Eliminate the High Cost of Low Attitudes”, narzekać można, ale wstrzemięźliwie. - Szybkie upuszczenie żali umożliwia rozładowanie napięcia powrót do wykonywanych zadań z nową energią. Kluczowe jest tutaj słowo „szybkie”.
- A co robić, jeśli się samemu nie ma zwyczaju narzekać? Jeśli kolega z pracy staje się płaczką, to - radzi Ben Leichtling - trzeba trzymać się od niego z daleka. - Tacy ludzie mogą zrujnować twoją karierę. Zwalcz w sobie chęć okazania im współczucia przez dołączenie własnych narzekań. Uprzejmie się uśmiechnij i idź dalej. Jeśli za tobą idą, zamknij drzwi, powiedz im że masz pilną robotę albo poproś, żeby pomogli ci w pracy. Pewnie wtedy odejdą - mówi.
Niektórzy stosują inne, nieformalne sposoby. Pewien dyrektor wspomina koleżankę z pracy, znaną z negatywnego podejścia do wszystkiego. - Działała tak przygnębiająco, że widząc, jak dopada kogoś i wylewa przed nim swoje żale, stosowaliśmy nasz system ratowania ofiary: dzwoniliśmy na jej telefon wewnętrzny.
Jeśli narzekający ma wyższą pozycję, stawienie mu czoła może być trudne. Mark Amtower, konsultant z Marylandu w USA, regularnie uczestniczy w zebraniach pewnej rodzinnej firmy. - Jedna z córek to zrzęda. W środku mojej prezentacji zaczyna długą, płaczliwą litanię biadań. Po prostu odwróciłem się do niej i ostrym tonem powiedziałem: Natychmiast przestań biadolić! Rodzina z pobłażaniem odnosiła się do zachowania tej osoby, a jej pracownikom brakowało odwagi, żeby się mu przeciwstawić. Postępek Marka Amtowera zachęcił personel: przy następnej wizycie w firmie z rozbawieniem zobaczył napis: „Strefa bez biadoleń”.
Jak menedżerowie powinni podchodzić do niezadowolonych pracowników? Ben Leichtling wspomina pewnego specjalistę IT w firmie ubezpieczeniowej, który był pod tym względem nieuleczalnym recydywistą. - Skupił wokół siebie całe grono - coś jak klub zrzęd. Byli całkowicie nieproduktywni i wywoływali napięcia wśród pracowników, bo stosowali ostracyzm wobec osób, które nie chciały się do nich przyłączyć.
Zamiast jednak zajmować się postawą tego pracownika, Ben Leichtling inaczej zorganizował pracę, ustalając z zespołem cele, jakie każdy ma osiągnąć i monitorując ich wykonanie. Narzekający celu nie osiągnął i opuścił firmę.
Ale radzenie sobie ze zrzędami to nie to samo co zakazywanie wszelkiego narzekania w firmie, a menedżer ignorujący niezadowolenie postępuje błędnie.
- Są liderzy, który mają w sobie wewnętrzną tarczę chroniącą ich przed nieprzyjemnościami: złe wiadomości do nich po prostu nie docierają. Tymczasem w takich narzekaniach jest zwykle ziarnko prawdy, na którą trzeba zwrócić uwagę - mówi Gurnek Bains.
Fot. Istock
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.