Volvo? Stoi na dziale z butami [FELIETON]
Zdarza się, że firmy, którym jeszcze nie zalazłem za skórę, zapraszają mnie na prezentacje swoich samochodów. Polega to na tym, że trzeba przejechać się parę kilometrów nowym modelem, a potem wysłuchać kilkugodzinnych wywodów smutnych ludzi w garniturach w kolorze ziemi, którzy wmawiają wam, że na nowo wynaleźli koło. Dziennikarze siedzą, notują, dopytują, dyskutują i nagrywają – po to, żeby zaspokoić swoją ciekawość, a następnie zaserwować czytelnikom bądź widzom taką ilość informacji, żeby oczami wyobraźni zobaczyli oni ten samochód w swoim garażu.