Bardzo przyjemne nic. "Ewelina płacze" Anny Karasińskiej
Z początku był projekt, warsztat – jak zwał, tak zwał. Dziś godzinna impresja sceniczna młodej reżyser po łódzkiej filmówce również niczego nie udaje. Nie jest skończoną inscenizacją, a raczej skutkiem aktorskich improwizacji na zadany temat. Dowcipnie i bez odrobiny patosu obnaża kłamstwo teatru, zdziera z niego blichtr i z wyczuciem pokpiwa.