Pokusa taksówkarza, czyli nie dajmy się oszukać [OPINIA]
Kilka lat temu w Buenos Aires odbyłem dość specyficzną rozmowę z
miejscowym taksówkarzem. Było już ciemno, a ja byłem o krok od
spóźnienia się na autobus dalekobieżny, więc wsiadłem do pierwszej
zatrzymanej taksówki. Byłem w Buenos Aires już wcześniej, ale daleko mi
do znawcy topografii tego miasta. Zmroziło mnie więc nieco, gdy kierowca
zapytał, jaką drogą chcę jechać. GPS nie był wtedy jeszcze powszechny, a
ja nie miałem w głowie żadnej jasnej odpowiedzi. A później jeszcze
taksówkarz zapytał: „Skąd wiesz, że nie zawiozę cię w jakieś odludne
miejsce i nie obrabuję?”. Obyło się bez walki, ale pojechaliśmy „na
skróty”, co okazało się najdłuższą drogą na dworzec autobusowy, jaką
zdarzyło mi się jechać.