Konflikt w Syrii przeradza się w wojnę zastępczą
Konflikt w Syrii nie przestaje
zaskakiwać. Okrucieństwem, gdy prezydent Baszar
al-Asad nie zawahał się użyć broni
chemicznej przeciw cywilom. Konsekwencjami, bo
umożliwił powstanie grupy terrorystycznej na tyle
silnej, że była w stanie wykroić sobie
kawałek terytorium na Bliskim Wschodzie i stworzyć
quasi-państwo z własną administracją,
policją, służbami socjalnymi i technicznymi.
Zasięgiem, bo z Syrii rozlał się na jedną
trzecią sąsiedniego Iraku, którego armia do
dzisiaj nie jest w stanie przegnać ze swojego terytorium
terrorystów z Państwa Islamskiego.
Bliskością, kiedy Morze Egejskie masowo
zaczęli przekraczać syryjscy uchodźcy,
których Organizacja Narodów Zjednoczonych nie
była w stanie wyżywić w obozach w Turcji i w
Libanie. Niemocą, kiedy mocarstwa Zachodu nie były
się w stanie dogadać odnośnie do tego, co tak
właściwie w Syrii chcą
osiągnąć. A teraz rosyjską
interwencją.