Cztery dni pracy, sześciogodzinna dniówka, kilka miesięcy urlopu? Obecny model pracy się nie sprawdza
Kiedy w 1914 r. Henry Ford wprowadzał w swoich fabrykach wyższe
wynagrodzenia (5 dol. za dobę) i 8-godzinny dzień pracy, spodziewał się,
że wzrośnie nie tylko efektywność zakładów, lecz także liczba klientów
jego firmy. Wychodził z założenia, że jeśli jego pracownicy mają więcej
wolnego czasu, to sami ustawią się w kolejce po zakup auta. 100 lat
później wyjście z firmy po ośmiu godzinach często nie oznacza końca
dniówki. Służbowe auta, laptopy i smartfony umożliwiają wykonywanie
obowiązków z dowolnego miejsca i o dowolnej porze, a pracodawcy chętnie
to wykorzystują.