Recenzja książki „Martwa dolina”: Wulkaniczny spisek w dolinie Nyos
Zaaferowani (całkiem słusznie)
wybuchem elektrowni atomowej w Czarnobylu praktycznie nie
zwróciliśmy uwagi na inny kataklizm, który
wydarzył się kilka tygodni później.
Wieczorem 21 sierpnia 1986 r. w wulkanicznych górach
północno-zachodniego Kamerunu w ciągu
paru godzin zginęło blisko 2000
mieszkańców doliny Nyos. Umarli nie tylko ludzie,
lecz także zwierzęta: krowy, kurczęta, ptaki,
muchy. Do dziś wśród naukowców nie ma
pełnej zgody co do przyczyny tej hekatomby, choć
najpewniej wywołał ją dwutlenek węgla,
który w ogromnej ilości – chodzi w
przybliżeniu o pół miliona ton –
wydostał się z pobliskiego jeziora kraterowego w
rezultacie podwodnej erupcji i spłynął z
ogromną prędkością w dolinę,
wypierając powietrze (jako cięższy od niego).
Ofiary tej osobliwej eksplozji po prostu się
udusiły. Jęzor śmiertelnego gazu miał
nawet 17 km zasięgu.