Okradziony za granicą musi sobie radzić sam
Zostałem okradziony za granicą.
Straciłem wszystkie pieniądze w gotówce, karty
płatnicze, telefon komórkowy – opowiada pan
Krzysztof. – Zostałem z nieopłaconym
rachunkiem w hotelu i dosłownie bez grosza. Na
szczęście nie ukradziono mi paszportu.
Zwróciłem się więc do naszego konsulatu z
prośbą o wsparcie. Powiedziano mi jednak, że
mogą mi co najwyżej pozwolić zadzwonić do
rodziny w kraju, na więcej liczyć nie mogę.
Czy polskie placówki dyplomatyczne nie powinny
opiekować się obywatelami za granicą w takich
przypadkach? – zastanawia się czytelnik.