Przesłuchania kandydatów niczym speed dating [OPINIA]
Nie ma sensu siadać do stołu, przy
którym gra się znaczonymi kartami. Tak mi jakiś czas temu pewien
zaprzyjaźniony prawnik wyjaśnił, dlaczego nie zamierza startować do Sądu
Najwyższego i odwodzi od takiego pomysłu każdego, z kim się zetknął. Mój znajomy z pewnością nie był jedyny w takiej ocenie sytuacji – w wielu publicznych wypowiedziach przeciwników zmian w sądownictwie czaiła się sugestia, że przeprowadzane w siedzibie Krajowej Rady Sadownictwa przesłuchania kandydatów były zwykłą farsą. I nie chodziło o ich formę (tajną) czy tempo właściwsze dla organizowanych z myślą o singlach spotkań typu speed dating, ale o przekonanie, że wszystko i tak zostało z góry ustalone.