Trzeba uważać, by nie paść ofiarą roamingu przygranicznego
Spędziłam
tydzień urlopu na Lubelszczyźnie i Podlasiu,
podróżowałam na rowerze wzdłuż naszej
wschodniej granicy – pisze pani Leokadia. – Wyjazd
byłby udany, gdyby nie to, co przeżyłam, gdy
dostałam fakturę za telefon komórkowy.
Próbowałam interweniować, ale okazało
się, że prawie cały czas korzystałam jak
nie z ukraińskiej, to z białoruskiej sieci
komórkowej. Za minutę połączenia
(przychodzącego i wychodzącego) policzono mi ponad 6
zł, za SMS prawie 2 zł, a za transmisję danych
– aż 4 zł za 100 kB! Nawet nie
próbowałam ograniczać używania telefonu, bo
nie miałam pojęcia, że korzystam z obcej sieci.
Przecież nie przekraczałam granicy – dziwi
się czytelniczka.