Kapiszewski: Już nie ma dziesięciu chętnych na wasze miejsca
Mam znajomego, który
próbował swoich sił w branży
handlowej. Pracował w kilku różnych
sieciach, z każdą zmianą pracodawcy
mając nadzieję, że podniosą się
jego dochody. Po prawie dwóch latach tułaczki
dał sobie spokój, bo zarobki może były
znośne dla studenta, który chce dorobić
– ale nie dla młodego człowieka
z dzieckiem na utrzymaniu, który startuje
w życie i chce się jakoś
urządzić. Ostatecznie z polskim handlem
wygrała emigracja.