Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Wojna na Ukrainie

Ukraina ma prawo do swojej operacji „Oluja”

22 grudnia 2022
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

T ak zwana linia rozgraniczenia z 2 4 l utego, czyli umowna granica sprzed inwazji rosyjskiej na Ukrainę – w zasadzie już nie istnieje. Władze w Kijowie, korzystając z zapaści po stronie przeciwnika – zakładają odbicie maksymalnie dużej ilości terytorium na wschodzie i południu. Łącznie z wejściem na tereny, które przed inwazją kontrolowali separatyści (nie wykluczając Doniecka). Nie ma tu jakichkolwiek ograniczeń politycznych, poza możliwościami sił zbrojnych dowodzonych przez gen. Wałerija Załużnego. Jak wynika z informacji DGP od rozmówców po stronie ukraińskiej, jedynym punktem – nazwijmy to umownie – „negocjowalnym” jest dziś status Krymu. Kijów – podobnie zresztą jak podczas nieudanych rozmów o zawieszeniu broni z marca tego roku – zakłada moratorium na „pytanie krymskie” na 9 9 l at lub zaoferuje konferencję międzynarodową, która zakończy się ustaleniem przyszłości tego terenu. Takie założenie wynika z obawy, że wejście oddziałów ukraińskich na półwysep doprowadzi do zastosowania przez Władimira Putina broni nuklearnej.

W tle wizyty Wołodymyra Zełenskiego w USA i najpewniej tuż po niej w Polsce, ma miejsce strategiczna rozgrywka. Chodzi o odpowiedź na pytanie, na ile Stany Zjednoczone z udziałem państw wspierających Kijów (przede wszystkim Wielkiej Brytanii, Polski i krajów bałtyckich) są gotowe pomóc Ukrainie tę wojnę jednoznacznie wygrać. Czy Waszyngton zdecyduje się na jeszcze ambitniejsze dostawy broni i naciśnie na inne państwa NATO, by doposażyły Ukraińców np. w czołgi w standardzie Sojuszu (leopardy i brytyjskie challengery)? Czy po umocnieniu republikanów w Kongresie na początku przyszłego roku, zwolni tempo i pozwoli tym samym na zamrożenie konfliktu lub wręcz na kontrofensywę Władimira Putina?

Jeśli zdecyduje się na wariant numer dwa, Ukraina nie rozstrzygnie wojny. Umożliwi za to putinowską ucieczkę do przodu, która powoli majaczy na północnej granicy. Rosjanie ściągają na Białoruś dodatkowe oddziały. Kończą również szkolenie mobilizowanych, których niewielka liczba trafia na wschód i południe. Nawet jeśli są to wojska niskiej jakości, nie należy lekceważyć 200 tys. żołnierzy, którzy znajdą się w dyspozycji Kremla. Jest tak, jak mówił Załużny w wywiadzie dla „The Economist”, oni będą walczyć za Putina niezależnie od tego, jak bardzo schrzanił tę wojnę. I to walczyć prawdopodobnie na północy Ukrainy z zamiarem przerwania szlaków dostaw zachodniej broni.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.