Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Ochotnicy rozliczają armię z klęski

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Nie wiadomo, ile osób zginęło w okrążeniu pod Iłowajskiem. Dowódcy ochotniczych batalionów głośno oskarżają wojskowych o zdradę i niekompetencję. Ta porażka uniemożliwia Ukrainie myślenie o szybkim zakończeniu wojny

Odwrót ukraińskich żołnierzy z kotła iłowajskiego symbolizuje największą klęskę sił rządowych od maja, gdy pod Wołnowachą zginęło 18-30 ukraińskich żołnierzy. Iłowajsk próbowały zdobywać nie tylko regularne oddziały, ale i ochotnicze bataliony, częściowo złożone z dawnych bojowników kijowskiego Majdanu. Historia spod Iłowajska obnażyła wszystkie niedostatki sił tzw. operacji antyterrorystycznej (ATO) oraz ryzyko związane z brakiem wystarczającej koordynacji między armią i ochotnikami.

W piątek prezydent Rosji Władimir Putin zwrócił się do przywódców separatystów, by stworzyli korytarz dla uwięzionych w kotle Ukraińców. Korytarz powstał, jednak korzystający z niego żołnierze byli ostrzeliwani przez separatystów. - Rosjanie dawali słowo oficera, że ich wypuszczą. A jednak zaczęli strzelać. Nawet nie chodzi o słowo oficera, ale o to, że w naszej kolumnie były dziesiątki rannych, a także jeńcy z rosyjskiego desantu - mówił wicegubernator sąsiadującego z Donieckiem obwodu dniepropetrowskiego Borys Fiłatow, kurator części "dobrowolców".

Zwycięstwo i porażka

Wczoraj telewizja Espreso zaprezentowała film nakręcony w jednym z pojazdów opuszczających kocioł iłowajski. Słychać kanonadę artylerii, a w pewnym momencie pocisk karabinowy trafia w przednią szybę samochodu. Dlatego żołnierze od soboty wychodzą z kotła w niewielkich, najwyżej 30-osobowych grupach. Wczoraj zaś z okrążenia udało się wyrwać oddziałom zajmującym wcześniej lotnisko w Ługańsku. Wojskowi zniszczyli przed odwrotem pas startowy.

Obie operacje są dowodem klęski dotychczasowej taktyki sił ATO. Iłowajsk był ważnym miastem na drodze do Doniecka. Jego zdobycie sprawiłoby, że droga do pełnego otoczenia stolicy obwodu stanęłaby otworem. Tyle że 10 sierpnia na szturm Iłowajska posłano zbyt małą liczbę żołnierzy. Dowódca batalionu "Donbas" posługujący się pseudonimem Semen Semenczenko pisze, że zatwierdzone plany operacyjne mówiły o 800 żołnierzach. Poszło zaledwie 340. Mimo to szturm się powiódł, a w nocy z 18 na 19 sierpnia znaczna część 15-tys. miasteczka była już pod kontrolą ATO.

Żołnierze na próżno oczekiwali na wsparcie. W tym czasie siły DRL, przy prawdopodobnej pomocy Rosjan, przeprowadzały kolejne kontrataki. Za ten obszar odpowiada rosyjski dowódca Arsienij Pawłow, ps. Motoroła. To on w poniedziałek groził Polsce odwetem za zawrócenie samolotu rosyjskiego ministra obrony Siergieja Szojgu.

Koordynację działań utrudniają niejasne zasady kontroli państwa nad batalionami ochotniczymi. "W kwestii współpracy poszczególnych rodzajów wojsk panuje kompletny bardak" - pisał wczoraj Semenczenko. Wcześniej dowódca "Donbasu" publicznie oskarżył generałów o zdradę. "(Jeńcy - red.) mówili nam, że dawno by ich dyslokowano, gdyby nie my. Czekali na nas przez cały dzień w miejscu, którym mieliśmy przechodzić. Waliliśmy w bęben ponad 10 dni, żądaliśmy posiłków, robiliśmy pikiety pod administracją prezydenta i sztabem generalnym. Bez skutku" - pisał 30 sierpnia.

Bracia Rosjanie

Brak posiłków miał swoje obiektywne przyczyny - ukraińska armia musiałaby ściągnąć wojska potrzebne w innych częściach Zagłębia Donieckiego lub z granicy z Rosją. Na domiar złego pod koniec sierpnia oddziały rosyjsko-separatystyczne przeprowadziły rajd na tyły sił ATO, który zakończył się zdobyciem nadmorskiego Nowoazowska i próbą oblężenia portowego Mariupola. Zarzut zdrady może jednak znaleźć potwierdzenie. Ukraińskie służby sprawdzają wiceszefa ATO gen. Wjaczesława Nazarkina. Jego brat Siergiej jest oficerem rosyjskiej armii. Jak ujawnili dziennikarze Slidstwa.info, bracia regularnie do siebie dzwonią. Większość operacji, które kontrolował Nazarkin, kończyła się klęską. Żołnierze wpadali w zasadzki sił DRL, choć o niektórych operacjach wiedział wąski krąg dowódców. Generał tymczasem zniknął.

Obietnice Majdanu wciąż nie zostały spełnione

Minister edukacji Serhij Kwit mówi DGP o wdrażanej właśnie reformie szkolnictwa wyższego. To na razie jedyna poważna zmiana, choć od obalenia prezydenta Wiktora Janukowycza minęło już ponad pół roku. Kwit tłumaczy brak reform wojną, jednak to jedynie pół prawdy.

26 października nad Dnieprem odbędą się wybory parlamentarne. Majdan żądał, by usunąć z parlamentu oligarchów i polityków skompromitowanych w czasach Janukowycza, przekazać więcej uprawnień obywatelom. Chodziło zwłaszcza o zmianę zasady zamkniętych list wyborczych. Posłowie na Ukrainie są wybierani w systemie mieszanym. Połowa w okręgach większościowych, a połowa - z list partyjnych. Głosuje się jednak na partie, a nie - jak w Polsce - na konkretnego kandydata. Innymi słowy, jeśli partia Y zdobędzie 40 mandatów, dostanie je pierwsza czterdziestka kandydatów z listy ogólnokrajowej. Daje to liderom partii absolutną władzę nad własnymi ugrupowaniami, a także możliwość ustalenia parytetów dla poszczególnych oligarchów finansujących niektóre z nich. Ordynacja mimo obietnic nie została jednak zmieniona. To niejedyny przykład braku przejrzystości działań nowej ekipy. Dziennikarz Radia Swoboda udowodnił, że pod osłoną nocy do administracji prezydenta przyjeżdżają na rozmowy najwięksi łapówkarze poprzedniej władzy.

Jak po grudzie idzie też lustracja. Parlament pracuje nad ustawą o lustracji, która w warunkach ukraińskich oznacza sprawdzenie zgodności z prawdą deklaracji majątkowych najważniejszych funkcjonariuszy państwowych, a także sędziów i milicjantów. Opór materii jest olbrzymi, co przyznał DGP Jehor Sobolew, szef półoficjalnej komisji lustracyjnej przy premierze. Odrzucenie ustawy będzie trudne, bo oznaczałoby sprzeniewierzenie się ideałom Majdanu. Ale Ukraińcy już są świadkami odwlekania prac nad projektem.

Kontrowersyjne decyzje podejmują również prokuratorzy. 20 sierpnia prokuratura umorzyła sprawę o separatyzm przeciwko Mychajłowi Dobkinowi, gubernatorowi obwodu charkowskiego z czasów Janukowycza. Decyzja była zaskoczeniem nawet dla adwokat Dobkina. - Oczywiście wierzyliśmy w sprawiedliwość, ale że wszystko wydarzy się tak szybko... - mówiła lokalnej agencji Charkow Julija Płetniowa. "Mnie jako charkowianinowi trudno znieść takie paskudztwo" - komentował oburzony szef MSW Arsen Awakow.

Michał Potocki

"Bardak" - tak określa współpracę między oddziałami Semenczenko

@RY1@i02/2014/170/i02.2014.170.00000070b.804.jpg@RY2@

Getty Images

Prezydent Petro Poroszenko zapowiedział dymisje w strukturach siłowych. Wczoraj z ostatnich porażek przed liderami partii tłumaczył się minister obrony Wałerij Hełetej, którego dalsze losy stoją pod znakiem zapytania. To już trzeci szef tego resortu od lutego

Michał Potocki

michal.potocki@infor.pl

Najświeższe wydarzenia, relacje i zdjęcia z Ukrainy na

Wszystkie kłamstwa Putina - przeczytasz o nich na

ROZMOWA

Wojna przeszkadza nam się reformować

@RY1@i02/2014/170/i02.2014.170.00000070b.805.jpg@RY2@

Serhij Kwit minister edukacji i nauki Ukrainy

Przeprowadzona przez pana reforma szkolnictwa wyższego jest jak do tej pory jedyną poważną reformą porewolucyjnej Ukrainy. Dlaczego jedyną?

Ma pan rację. Trzeba jednak zrozumieć, że nasz rząd prowadzi wojnę. Rosja prowadzi z nami wojnę. Wszystkie wysiłki są skoncentrowane właśnie na niej. Stale tniemy nasz budżet, by przeznaczać środki na zakup broni, na stworzenie prawdziwej armii, na badania naukowe potrzebne siłom zbrojnym. Gdy nasz rząd zaczął działać pod koniec lutego, nasz kraj praktycznie nie miał ani armii, ani milicji, ani służb specjalnych. Wszystko trzeba było budować w warunkach wojny. Uważam więc, że nasz rząd ma wielkie osiągnięcia. Każda reforma ma stronę konceptualną, polityczną i finansową. Nasza ustawa jest bardzo innowacyjna. Warto jednak pamiętać, że środowisko akademickie przygotowywało ją przez ostatnie trzy lata, a pierwsze prace rozpoczęły się w 2005 r., gdy powstało konsorcjum skupiające osiem ukraińskich uniwersytetów. Rząd pracuje jednak nad wieloma innymi reformami, choćby reformą podatkową. Ale sam pan rozumie... Wojna... Zadaniem numer jeden jest jej wygranie i pozwolenie naszemu narodowi, by zajął się odbudową gospodarki i przeprowadził ważne reformy - nie tylko gospodarcze, ale i społeczne. Nasze społeczeństwo bardzo się zmieniło. Po Majdanie kraj stał się zupełnie inny. Teraz trzeba to utrwalić instytucyjnie.

Jakie były główne cele reformy edukacji?

Na razie, przed miesiącem, przyjęliśmy nową ustawę o szkolnictwie wyższym, która wejdzie w życie 6 września. To ustawa, jak na nasze warunki, wręcz rewolucyjna. Chodzi głównie o wprowadzenie autonomii akademickiej, organizacyjnej i finansowej. O to, by uniwersytet sam podejmował najważniejsze decyzje, ale i odpowiadał za poziom kształcenia studentów. Dlatego ustawa przewiduje też utworzenie Narodowej Agencji Jakości, do której wejdą przedstawiciele uniwersytetów państwowych, samorządowych i prywatnych, resortu edukacji, akademii nauk oraz studentów i pracodawców. Do tej pory płacono wykładowcom jedynie za pracę ze studentami. Teraz ustawa przewiduje, że będą oni wynagradzani także w zależności od liczby publikacji. Na Ukrainie do tej pory badania były prowadzone niemal wyłącznie w instytutach badawczych, a uniwersytety służyły jedynie nauczaniu studentów. Ustawa likwiduje też postsowiecki tytuł kandydata nauk, trudny do wyjaśnienia za granicą. W zamian będą wprowadzone tytuły doktorskie analogiczne do zachodnich.

Na ile w pracach nad ustawą wykorzystali państwo polskie doświadczenia?

Pracujemy nad dwoma nowymi projektami ustaw. Po pierwsze nad ramową ustawą o oświacie, przede wszystkim dotyczącą szkół średnich, a po drugie nad ustawą o badaniach naukowych. W tym kontekście polskie doświadczenia są bardzo ważne. Stąd nasza wizyta w Warszawie. Dotyczy to zresztą także reformowania innych sfer działalności państwa. Polskie doświadczenia są dla nas wzorcowe w tym sensie, że Polska zawsze wyglądała dość jednolicie, jeśli chodzi o kluczowe kierunki rozwoju państwa. Oczywiście odbywała się u was walka polityczna, ale nie wpływała ona na najważniejsze kwestie w rodzaju wejścia do UE, NATO, wprowadzania standardów unijnych. To dla nas bardzo ważny przykład.

W Polsce rozmawiał pan także o stypendiach dla ukraińskich studentów.

Minister nauki i szkolnictwa wyższego Lena Kolarska-Bobińska powiedziała nam, że Polska proponuje coś w rodzaju Erasmusa dla Ukrainy. To będzie 550 stypendiów, z czego 50 dla doktorantów, a reszta dla studentów studiów licencjackich i magisterskich. Z tego 100 stypendiów przypadnie studentom z Zagłębia Donieckiego. Będziemy musieli szybko rozstrzygnąć kwestię, w jaki sposób rekrutować tamtejszych studentów, skoro w regionie trwa wojna.

Rozmawiał Michał Potocki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.