Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Nadeszła szansa na spełnienie marzeń Aleksandra Łukaszenki

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Pięć lat temu Białoruś próbowała godzić prawosławnych i katolików. Dzisiaj przyszła pora na Rosjan i Ukraińców

Sytuacja na Ukrainie z jednej strony zwiększyła obawy Mińska przed wzrostem presji Rosji, z drugiej jednak strony znacznie zwiększyła znaczenie Białorusi w regionie.

Mińsk może być wymarzonym pośrednikiem w relacjach rosyjsko-ukraińskich. Z jednej strony Aleksander Łukaszenka pozostaje formalnym sojusznikiem Kremla, uczestnicząc, choć nie bez oporów, w każdej formie integracji na obszarze postsowieckim. Białoruś łączy z Rosją Unia Celna, na podstawie której jest budowana Unia Euroazjatycka. Mińsk pozostaje też w sojuszu wojskowym z Rosją w ramach Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Białoruski prezydent przy każdej okazji mówi o bliskości obu narodów.

Z drugiej strony Łukaszenka nie ukrywa jednak dystansu wobec działań Rosjan w Zagłębiu Donieckim. Gdy prezydent Rosji Władimir Putin odmawiał nowym władzom w Kijowie jakiejkolwiek legitymacji do rządzenia, jego białoruski odpowiednik demonstracyjnie przyjmował p.o. prezydenta Ołeksandra Turczynowa na swoim terytorium. - Może i on jest przesadnie nacjonalistyczny, ale nie wzywał do wojny, do szturmu itd., a my rozmawialiśmy o kwestiach gospodarczych. Dlaczego nie mogę się z nim spotykać i rozmawiać na ten temat? - pytał w rozmowie z ukraińską telewizją państwową.

Władze białoruskie traktują szczyt w Mińsku jako sukces własnej dyplomacji. Z pewnością zdjęcia Łukaszenki z Putinem, Petrem Poroszenką i Catherine Ashton jeszcze długo będą wykorzystywane przez państwową propagandę. Kilkanaście lat temu białoruski prezydent w kuluarach szczytu ONZ w Nowym Jorku podszedł do ówczesnego amerykańskiego przywódcy Billa Clintona i przez kilka minut z nim rozmawiał. Później ten przypadek był wielokrotnie przywoływany, by podkreślić znaczenie Łukaszenki, któremu zdarzyło się nawet nazwać Clintona swoim przyjacielem.

Mińskie spotkanie zostanie też zapewne wykorzystane jako dowód na ostateczne przełamanie izolacji, w jaką Białoruś popadła po 19 grudnia 2010 r. Wówczas spacyfikowano powyborczą demonstrację opozycji, co z jednej strony rozpoczęło największą od lat falę represji, a z drugiej - zakończyło prowadzoną przez dwa lata politykę odwilży i zbliżenia z Zachodem. Białoruscy urzędnicy znów zostali objęci unijnymi sankcjami. W trakcie liberalizacji Łukaszenka przyjął w Mińsku szefów dyplomacji Polski i Niemiec Radosława Sikorskiego i Franka-Waltera Steinmeiera, a sam odwiedził Litwę i Włochy.

Podczas tej ostatniej wizyty w maju 2009 r. Łukaszenka trafił również na audiencję do papieża Benedykta XVI. Prezydent Białorusi zaprosił głowę Kościoła katolickiego do odwiedzenia jego kraju. Białoruscy dyplomaci pracowali wówczas intensywnie nie tylko nad zorganizowaniem takiej wizyty, ale i nad możliwością równoległego przyjazdu patriarchy Moskwy i Wszech Rusi Cyryla. Łukaszenka chciał w ten sposób doprowadzić do historycznego spotkania obu przywódców religijnych, a swój kraj zaprezentować jako pomost pomiędzy katolikami i prawosławnymi.

Wtorkowy szczyt w Mińsku można uznać za wariację ówczesnych, niezrealizowanych zamierzeń. Gdyby Łukaszence udało się doprowadzić do jakiegokolwiek porozumienia między Moskwą a Kijowem, byłby to milowy krok na drodze do rzeczywistego, a nie jedynie symbolicznego przełamania zachodniej izolacji. A to z kolei umożliwiłoby mu powrót do ulubionej taktyki lawirowania między Europą a Rosją.

"Zwłaszcza że na tle agresywnych działań Kremla i codziennych ofiar wojny domowej na Ukrainie białoruski reżim przestał wyglądać w oczach Europejczyków tak odpychająco jak wcześniej. Przez ostatnie piętnaście lat nie zabijano tu przeciwników politycznych. Putin zaczął być postrzegany jako facet jeszcze gorszy niż Łukaszenka. Wszystko jest względne" - pisał na portalu Radia Swaboda Waler Karbalewicz, jeden z najlepszych białoruskich politologów, autor wydanej niedawno w Polsce biografii Łukaszenki.

Białoruska dyplomacja od wielu miesięcy szuka możliwości stopniowej odbudowy relacji z Brukselą. Waler Karbalewicz sądzi, że wypuszczenie z więzienia znanego na Zachodzie obrońcy praw człowieka Alesia Bialackiego w czerwcu tego roku było właśnie gestem pod naszym adresem. Dopóki w więzieniu przebywa jednak inny znany więzień polityczny, kandydat na prezydenta z 2010 r. Mikoła Statkiewicz, może być to bardzo trudne. - Poza tym jest jeszcze jeden aspekt utrudniający dialog. Mińsk jest skrajnie wrażliwy na własnym punkcie. Jakikolwiek przeciek z rozmów natychmiast usztywnia naszych białoruskich rozmówców - mówi nasze źródło w KE.

Ukraiński kryzys jest dla Białorusi zarówno szansą na przełamanie izolacji międzynarodowej, jak i zagrożeniem dla jej suwerenności. Aneksja Krymu i interwencja Rosji na Zagłębiu Donieckim zmieniły sytuację w regionie. Łukaszenka zdaje sobie sprawę, że odsetek jego rodaków popierających zjednoczenie z Rosją jest porównywalny do tego z przedwojennego Donbasu i wynosi 30 proc. Innymi słowy gdyby Rosja chciała zrobić z Mińska drugi Donieck, znajdzie tam równie wielu zwolenników. W dłuższej perspektywie może to być śmiertelnie groźne dla władz.

W tym kontekście relatywnie maleje strach Łukaszenki przed białoruską wersją Majdanu. Mińsk i w tej sferze wyciągnął jednak wnioski, i gdy Ukraińcy protestowali na ulicach Kijowa, Białoruś zmieniła prawo, ułatwiając wykorzystanie armii w warunkach pokoju - na przykład do tłumienia antyrządowych zamieszek.

@RY1@i02/2014/164/i02.2014.164.000000400.802.jpg@RY2@

EAST NEWS

Łukaszenka na audiencji u papieża Benedykta XVI

Michał Potocki

michal.potocki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.