Niemcy nie wyćwiczą rosyjskiej armii
Berlin zerwał kontrakt, choć Unia Europejska tego nie wymagała. Tymczasem w Rosji padła pierwsza firma obciążona sankcjami - tani przewoźnik Dobrolot musiał wstrzymać loty i sprzedaż biletów
Niemcy w przeciwieństwie do Francji zaczęły poważnie traktować sankcje nałożone na Rosję za bezpośrednie wsparcie udzielane separatystom w Zagłębiu Donieckim. Berlin zadecydował właśnie o cofnięciu pozwolenia na zawarcie wartego 123 mln euro kontraktu na dostawę sprzętu do centrum szkolenia bojowego dla rosyjskiej armii. Kompleks miał powstać do końca tego roku w centralnej części Rosji europejskiej.
Na razie w Mulinie w obwodzie niżnonowogrodzkim stacjonuje 20. armia gwardyjska, która w czasach sowieckich pełniła służbę na terenie ówczesnej NRD. W 2010 r. zapadła polityczna decyzja o budowie we współpracy z Niemcami nowoczesnego centrum szkoleniowego. W lutym 2011 r. niemiecki Rheinmetall podpisał stosowną umowę z rosyjskim resortem obrony. W centrum w Mulinie mogło się szkolić do 30 tys. żołnierzy rocznie. Rosyjska prasa spekulowała swego czasu, że mogą się wśród nich znaleźć także żołnierze Bundeswehry.
W marcu, po aneksji ukraińskiego Krymu przez Rosję, kontrakt został zawieszony. Teraz wicekanclerz, a zarazem minister gospodarki Sigmar Gabriel zdecydował o jego zerwaniu. Informację tę podała wczorajsza "Süddeutsche Zeitung", potwierdzając ją przy okazji w resorcie obrony. Tak jak Mulino było symbolem wojskowej współpracy Rosji z Niemcami, tak kontrakt na dostawę dwóch supernowoczesnych okrętów klasy mistral symbolizował relacje Moskwy z Paryżem. Francuzi jednak nie zamierzają rezygnować z dostarczenia wartych 1,2 mld euro okrętów (jeden z nich ma się nazywać "Siewastopol", tak jak jedno z okupowanych przez Rosję miast).
Francuzi powołują się na furtkę, zgodnie z którą wprowadzone od 1 sierpnia unijne sankcje nie obejmują już zawartych kontraktów. Niemcy zdecydowali się jednak pójść o krok dalej niż wymagała decyzja 28 państw członkowskich UE. Gabriel w ten sposób spełnił przy okazji swoją przedwyborczą obietnicę dotyczącą bardziej rygorystycznej polityki eksportowej. Wcześniej RFN była wielokrotnie poddawana krytyce za negocjacje z państwami łamiącymi prawa człowieka, jak Angola czy Arabia Saudyjska.
Rheinmetall odpowiedział zapowiedzią oprotestowania w sądzie decyzji ministerstwa gospodarki. Firma będzie się domagać wysokiego odszkodowania. Wiceminister obrony Rosji Jurij Borisow twierdzi tymczasem, że zerwanie kontraktu nie wpłynie na budowę centrum szkoleniowego, które zostanie ukończone przez rodzime firmy. - De facto nie wpłynie to na otwarcie obiektów w założonym czasie - mówił Borisow na wczorajszej konferencji prasowej.
Rosjanie już jednak odczuli wpływ zachodnich sankcji. Wczoraj o północy przestał działać tani przewoźnik Dobrolot. "W warunkach bezprecedensowego nacisku wywieranego przez europejskich kontrahentów na firmę Dobrolot przewoźnik był zmuszony wstrzymać loty i sprzedaż biletów" - czytamy na stronie Aerofłotu, do którego należy spółka. Przewoźnik został wpisany na czarną listę 30 lipca za - jak czytamy - "przyczynianie się do integracji nielegalnie anektowanej Autonomicznej Republiki Krymu do składu Federacji Rosyjskiej i naruszanie ukraińskiej suwerenności i integralności terytorialnej".
Pierwszą inicjatywą Dobrolotu było bowiem uruchomienie od połowy czerwca stałych lotów z Moskwy do Symferopolu, stolicy Krymu. 1 sierpnia Dobrolot zaczął też latać z Moskwy do Wołgogradu. Zaczęto również sprzedaż biletów na sześć innych tras. Kursy do Symferopola i Wołgogradu przejmą tymczasowo Orienburgskije Awialinii, inna spółka córka Aerofłotu. Wpłaty za pozostałe loty zostaną w całości zwrócone niedoszłym pasażerom. Bezpośrednią przyczyną wstrzymania działalności Dobrolotu było wycofanie się zachodnich firm z kilku zawartych z nim umów, m.in. na leasing boeingów 737, obsługi technicznej, ubezpieczenia maszyn, a także dostarczania danych aeronawigacyjnych.
Unijne sankcje mogą więc oznaczać koniec jednego z najbardziej ambitnych projektów biznesowych Aerofłotu. Władze koncernu planowały wielosetmilionowe inwestycje. Dobrolot oferował też promocyjne ceny. Pierwszego dnia sprzedaży biletów można się było dostać z Moskwy na Krym za 980 rubli (85 zł) w jedną stronę. Pociąg na tej samej trasie kosztuje w najtańszej opcji 3082 ruble (269 zł), zaś podróż trwa 42 godziny z przesiadką w Krasnodarze.
Francuzi nie chcą rezygnować z dostarczenia Moskwie mistrali
@RY1@i02/2014/150/i02.2014.150.000001300.803.jpg@RY2@
AP
Sigmar Gabriel, wicekanclerz Niemiec
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu