Pięć minut Petra Poroszenki
Szok, jaki zapanował na Zachodzie po strąceniu malezyjskiego boeinga, dał stronie ukraińskiej carte blanche na szybkie zakończenie operacji antyterrorystycznej wymierzonej w doniecko-ługańskich separatystów. Europa wcześniej czy później wróci - już wraca - do polityki "business as usual" z Rosją. Kijów musi jednak wykorzystać krótki okres, w którym widać skutki gigantycznej porażki wizerunkowej poniesionej przez Moskwę.
W tym kontekście należy rozumieć wczorajszą decyzję ukraińskiego parlamentu, który na wniosek prezydenta Petra Poroszenki ogłosił częściową mobilizację. Na razie decyzja będzie miała znaczenie głównie moralne, bowiem wojsko i służby specjalne mają 45 dni na przeprowadzenie mobilizacji. W tym czasie - jeśli ofensywa sił rządowych będzie kontynuowana - donbaska rebelia może przejść do historii. Od kilku tygodni bowiem siły ATO - takim skrótem operują władze w Kijowie - kontynuują natarcie.
Pierwszym wielkim sukcesem było odbicie 5 lipca 115-tysięcznego Słowiańska. To symboliczny sukces, bowiem to miasto, stanowiące strategicznie ważny węzeł komunikacyjny, było pierwszym ośrodkiem w pełni opanowanym przez zwolenników Donieckiej Republiki Ludowej. Od tej pory ludzie dowodzeni przez Igora Striełkowa vel Girkina są nieustannie spychani z dotychczasowych pozycji. Wczoraj siły ATO weszły do 110-tysięcznego Siewierodoniecka w obwodzie ługańskim. Ukraińskie sztandary ponownie zawisły nad 90-tysięczną Popasną. Gdy oddawaliśmy do druku ten numer DGP, Ukraińcy wkraczali do 105-tysięcznego Lisiczańska.
- Ponieśliśmy straty, ale tylko moralne. Przychodzi czasem taki czas, że lepiej ustąpić, niż potwierdzać własne ambicje. Dlatego wyprowadziłem z miasta pospolite ruszenie - mówił rosyjskiej agencji LifeNews po wyjściu z Lisiczańska Ołeksij Mozhowy, jeden z dowódców sił Ługańskiej Republiki Ludowej. "Porzuciliśmy Dzerżynśk. Garnizon wycofał się do Gorłówki. Zbyt nierówne były siły. Na punkt kontrolny w Majorśku (przedmieście Gorłówki - red.) zaszło około 20 czołgów z flagami USA i NATO. Żołnierze rozmawiają po angielsku" - pisał z kolei w poniedziałkowy wieczór członek grupy Igora Biezlera z Gorłówki.
Oczywiście natowskie flagi na czołgach to bzdura obliczona na łatwowiernych odbiorców w matiuszce Rosji. Porażka z najpotężniejszym mocarstwem świata jest mniej bolesna niż z ludźmi określanymi mianem faszystowskiej junty z Kijowa. Z komunikatów wydawanych za pośrednictwem konta Striełkowa w serwisie WKontaktie widać jednak wyraźnie, że nastroje w oddziałach separatystów nie są najlepsze. Lada chwila powinna paść ćwierćmilionowa Gorłówka, ciężkie boje toczą się o Donieck i praktycznie otoczony już Ługańsk. Gdy padną te dwa najważniejsze miasta, w rękach DRL i ŁRL pozostanie jedynie kilka mniejszych miejscowości.
Także ujawnione przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy taśmy dowodzą, że nastroje separatystów są minorowe. - No nie bardzo - odpowiada zastępca Striełkowa, tak jak on obywatel Rosji, Siergiej Pietrowski na grzecznościowe pytanie: "Co u ciebie", zadane przez człowieka o pseudonimie "Bocman". - A jak myślisz? Walą "gradami" (wyrzutnia rakietowa - red.) cały czas, teraz tylko mała przerwa. Samolot teraz, k..., bachnęliśmy, "suszkę" (suchoj - red.). Chwała Bogu, że dziś rano przynajmniej buk-M przyszedł, lżej się, k..., zrobiło. A tak to, oczywiście, ciężko - dodaje w rozmowie z 17 maja, będącą jednym z dowodów, że deenerowcy dysponowali kompleksem buk-M, za pomocą którego strącono boeinga.
Ukraińcy nie mają złudzeń, że Europa im pomoże. A jeśli jeszcze mieli, stracili je wczoraj, gdy okazało się, że Francja nie zamierza jednak rezygnować ze sprzedaży Rosjanom okrętów wojennych typu Mistral. Pytanie, co jeszcze musi się stać, aby takie kraje jak Francja czy Niemcy jednoznacznie zmieniły priorytety swojej polityki wschodniej, wydaje się coraz bardziej retoryczne. Kijów może więc liczyć tylko na własne siły i lekkie wycofanie Rosji. I na razie nieźle sobie z tym radzi.
Separatyści się wycofują, na ulicach znów zawisają ukraińskie flagi. Kijów wie, że może liczyć tylko na siebie. I sobie radzi
@RY1@i02/2014/141/i02.2014.141.000000700.803.jpg@RY2@
Michał Potocki zastępca szefa Dziennika
Michał Potocki
zastępca szefa Dziennika
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu