Kijów wycofa swoje wojska z Krymu. Rosja nadal grozi
Konflikt ukraiński
Ukraińcy wycofają swoje oddziały z Krymu. Podległa p.o. prezydentowi Ołeksandrowi Turczynowowi Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony (RNBO) poleciła resortowi obrony przygotowanie redyslokacji oddziałów na nieokupowane tereny Ukrainy. Decyzja jest powszechnie krytykowana jako spóźniona. Przedstawiciel resortu obrony przyznał, że na stronę rosyjską przeszła połowa stacjonujących na półwyspie żołnierzy.
- Niezależnie od wysokich strat (w sprzęcie - red.) wojska ukraińskie na Krymie wykonały swój obowiązek. Przede wszystkim dały siłom zbrojnym czas niezbędny do przygotowania obrony, podniesienia wojska w stan pełnej gotowości bojowej i rozpoczęcia częściowej mobilizacji - mówił Turczynow. Jak powiedział z kolei sekretarz RNBO Andrij Parubij, zmobilizowano już 10 tys. osób. Plany mówią o 44 tys. ludzi skierowanych docelowo do sił zbrojnych, nowo tworzonej gwardii narodowej, a także ochrony pogranicza.
To ostatnie wydaje się kluczowe. Także dlatego lokalne władze graniczącego z Krymem obwodu chersońskiego rozpatrują pomysł wykopania na liczącej 20 kilometrów długości granicy z okupowanym półwyspem rowu, wzdłuż którego miano by ustawić wieżyczki strażnicze. Wcześniej na granicy rosyjsko-ukraińskiej kopano transzeje przeciwczołgowe. Dla obrony przed inwazją, ale i dywersantami. Wczoraj w pobliżu Odessy zatrzymano kolejną, tym razem czteroosobową grupę dywersyjną, uzbrojoną w karabiny i pistolety. Nie zapobiegło to atakowi na odeski arsenał służby ds. sytuacji nadzwyczajnych w pododeskim Żerebkowie. Zamaskowanym napastnikom udało się rozbroić jednego ze strażników. Drugi zaczął strzelać w powietrze, czym spłoszył atakujących. Władze w Kijowie coraz częściej informują o podobnych incydentach.
Rosjanie tymczasem nie ustają w presji na rząd Arsenija Jaceniuka. Wczoraj moskiewskie MSZ w wyjątkowo ostrym tonie potępiło Ukraińców za napad na rosyjskich turystów w obwodzie winnickim. Późnym popołudniem siły na Krymie zajęły kolejny ukraiński okręt - tym razem "Kostiantyn Olszanski". Rosyjskie wojska są wciąż skoncentrowane na ukraińskiej granicy, przez co groźba lądowej inwazji nie zniknęła. - Na wschodnich granicach Ukrainy jest wystarczająco żołnierzy, by dojść aż do Naddniestrza - mówił wczoraj głównodowodzący sił NATO w Europie gen. Philip Breedlove. Gdyby tak się stało, Rosja odcięłaby Ukrainę od morza.
- Na razie można potwierdzić, że wciąż jest realizowany plan pod umowną nazwą rosyjskiej wiosny, trwają próby destabilizacji sytuacji w południowo-wschodnich obszarach Ukrainy - mówił Parubij. Moskwa może liczyć na nieformalne wsparcie Partii Regionów. Lider jej klubu parlamentarnego Ołeksandr Jefremow postulował wczoraj, by przychylić się do niektórych warunków stawianego przez Rosję ultimatum. - Na dziś najważniejsze jest m.in. nadanie językowi rosyjskiemu statusu języka urzędowego. Rosyjski pomoże nie dopuścić do wydarzeń, których świadkami byliśmy na Krymie - namawiał Jefremow. Z tym że to właśnie ten polityk stoi za ruchami separatystycznymi w rodzinnym obwodzie ługańskim. Aresztowany na początku marca lider prorosyjskich protestów Arsen Klinczajew był jego asystentem.
100 tys. rosyjskich żołnierzy jest skoncentrowanych niedaleko granic z Ukrainą
125 tys. żołnierzy liczą obecnie siły zbrojne Ukrainy
20 tys. osób zasili szeregi armii w wyniku częściowej mobilizacji . Drugie tyle trafi do gwardii narodowej
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu