Kijów. Miasto oblężone
Każdej kolejnej nocy jest oczekiwanie, że nastąpi decydujący atak. Ale morale mieszkańców nie spada – o składaniu broni nie ma mowy
Godzina policyjna trwała prawie półtorej doby, od sobotniego popołudnia. Wczoraj rano mieszkańcy centrum Kijowa mogli wreszcie wyjść z domów i schronów. Niektórzy wyprowadzali psy na spacer, inni czas pomiędzy alarmami bombowymi wykorzystali, by zaopatrzyć się w lekarstwa w aptekach. W kolejkach stało nawet po 20 osób. Sklepy spożywcze w centrum Kijowa już nie działają – zakupy można „zamówić” z obrzeży miasta, gdzie niektóre markety jeszcze funkcjonują. Choć mieszkańcy, którzy wciąż przebywają w centrum, mają świadomość, że wkrótce zostanie odcięty prąd, woda czy internet, to morale jest zaskakująco wysokie. Szok był w czwartek, gdy spadły pierwsze pociski. Teraz dominuje inna postawa. – Przyjdą, to ich powitamy – mówi jeden z obrońców stolicy.
Wczoraj w mieście pojawiły się informacje, że wieczorem Rosjanie mają śmigłowcami dokonać desantu na Rynku Besarabskim, tzw. Besarabce, i później przebić się do Peczerska – dzielnicy rządowej. Dla Rosjan taki obrót spraw byłby wygodny, mogliby wtedy zainstalować w tym miejscu marionetkowy rząd. Oznaczałoby to jednak ryzykowny desant w środku miasta i poważne ryzyko znalezienia się w kotle Ukraińców, co wydarzyło się kilka dni temu na lotnisku w Hostomelu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.