Nie możemy pozwolić na podważanie ukraińskiej państwowości
Do decyzji o ewentualnym przystąpieniu Ukrainy do NATO potrzebna nie jest zgoda Rosji, ale wszystkich państw Sojuszu oraz Kijowa. Na dziś nie mam przekonania, że wszystkie kraje, jednogłośnie, zagłosowałyby za takim wariantem – mówi Marcin Przydacz, wiceminister spraw zagranicznych
Czy Putin zatrzyma się na wprowadzeniu armii do republik, czy, grożąc pełnoskalową inwazją, będzie teraz przesuwał po kawału granice „niepodległych” republik, okrawając Ukrainę?
Rosja nigdy nie ma jednego scenariusza, możliwe są różne warianty rozwoju sytuacji w zależności od reakcji Zachodu, opinii wewnątrz obozu rządzącego na Kremlu czy wreszcie postawy Ukraińców. Na pewno nie zmieni się cel, do którego dąży, czyli przebudowa regionalnej i tym samym światowej architektury bezpieczeństwa. Odbudowa imperialnej pozycji Rosji przy pomocy siły militarnej. Środkiem jest chęć odwojowania wszystkich „ruskich” ziem, a jeśli Ukrainy nie da się zawojować w całości, to chodzi o to, by na tyle ją osłabić i zdestabilizować, by nie była atrakcyjnym partnerem dla Zachodu. By nie była success story w tej części Europy. Stabilna, demokratyczna i bogacąca się Ukraina mogłaby być przecież punktem odniesienia dla części Rosjan. Ukraina dziś coraz bardziej zbliża się do Zachodu, i coraz bardziej oddala się od Rosji. Zatrzymanie tego procesu, przy pomocy wszelkich sił, jest celem Moskwy. Putin ma świadomość, że jak dotąd ani szantaże gazowe, ani próby wewnętrznej destabilizacji czy okupacja Ługańska i Doniecka w 2014 r., próba wpływu na Kijów poprzez implementacje porozumień mińskich - nie przyniosły skutku. W ciągu kilkunastu lat to Unia i Polska w miejsce Rosji stały się głównym partnerem handlowym Ukrainy. Kremlowskie elity chcą odwrócić ten proces drogą militarną.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.