Bohaterowie niewidzialnego frontu
Kiedyś ostrzelano słupy energetyczne. Zołote przez 27 godzin było bez prądu. – Kable przeciągaliśmy własnym traktorem – opowiada związkowiec
Na rosyjsko-ukraińskiej wojnie o Zagłębie Donieckie zginęło kilkanaście tysięcy osób. Konflikt trwa już dłużej niż sowiecko-niemiecka wojna lat 1941–1945, która dla mieszkańców Donbasu często bywa punktem odniesienia. Poza tym wojskowym jest tu jeszcze jeden front. To górnicy, którzy mimo ostrzałów i opóźnień w wypłacie pensji nie porzucili swoich kopalń. Gdyby to zrobili, kopalniom groziłoby zalanie, a co za tym idzie – apokalipsa dla kilku miast, w których nie ma nic poza nimi.
Kopalnia Zołote leży w 12-tysięcznym miasteczku o tej samej nazwie w obwodzie ługańskim, 800 m od linii rozgraniczającej pozycje ukraińskie od sił samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej. Żeby do niej dojechać, podążamy dziurawą asfaltówką za 30-letnim moskwiczem Andrija Miszczenki, związkowca z Zołotego. – Patrzcie, bohaterski górnik niepodległej Ukrainy, stać go na zagraniczny samochód – mówi z przekąsem jego znajomy z pracy. Andrij peszy się, gdy jego kolegów nazwie się bohaterami niewidzialnego frontu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.