Białoruś śpiewa: Choczu pieremien
Opozycja obawia się, że wraz z zakończeniem kampanii prezydenckiej władze rozprawią się z narastającym buntem. Ale pragnienia zmiany chyba nic nie będzie już w stanie powstrzymać
Od wielu dni Mińsk nie przypominał tego, czym był przez lata – obojętnego na politykę, zalanego betonem miasta z pustymi, wielopasmowymi autostradami. Bulgotał raczej, jak klejące się od potu Prisztina czy Belgrad, co sierpniowy upał tylko podkreślał. Tej południowości dodawały trąbiące samochody, z których ludzie wystawiali ręce w geście solidarności z opozycją, a co bardziej zdeterminowani – biało-czerwono-białe flagi. Z głośników wielu pojazdów demonstracyjnie puszczano nieformalny hymn ostatnich protestów, „Choczu pieriemien!” (Chcę zmian!) sowieckiej grupy Kino z 1988 r. „Zmian żądają nasze serca, zmian żądają nasze oczy. Naszym śmiechem i naszymi łzami, i pulsem żył – zmian, oczekujemy zmian” – śpiewał nieżyjący już dziś wokalista Wiktor Coj, czemu chcąc nie chcąc, musieli się przysłuchiwać patrolujący ulice milicjanci.
Manifestacja siły
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.