Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Nowa teokracja

Talibowie z Wardaku pełniący wartę na obrzeżach Kabulu
Talibowie z Wardaku pełniący wartę na obrzeżach Kabulu
Ten tekst przeczytasz w 26 minut

Talibowie muszą udowodnić, że są w stanie rządzić państwem, a nie tylko walczyć. Jeśli w zimie będą prąd, ciepło i żywność – mają szansę zbudować nowy typ teokracji i na lata określić przyszłość Afganistanu

Walkman John ma brytyjski paszport, dwie koszule, kurtkę na zimniejsze dni oraz plecak wypchany kablami. Zauważam go w uzbeckim Termezie. Przed szlabanem zagradzającym wjazd na most Przyjaźni na Amu-darii przekonuje pograniczników, że musi dostać się do afgańskiego Kunduzu, bo ogarnęła go gorączka złota.

Na mapie ma zaznaczone rejony, w których będzie poszukiwał kruszcu. - Jestem rozczarowany Zachodem. Myślę o nowym otwarciu w Afganistanie. Spodziewam się solidnych zysków - mówi. Walkman to zwesternizowane imię. Jak przekonuje, w paszto oznacza ono przywódcę, zaś John czytany fonetycznie to serce w tym samym języku. W rzeczywistości Walkman jest Pasztunem z podkabulskiego Wardaku. Jego ojciec zginął w latach 80. podczas wojny z Sowietami. Był komendantem polowym u Gulbuddina Hekmatjara, którego wówczas finansowała CIA. Gdy John studiował w pakistańskiej medresie, nazywał się Abdulla Rangin Wardak. - Moje dawne imię znaczyło pełen kolorów. Nie jestem zadowolony z tego, co działo się w przeszłości. Dziś nie wierzę w nic. Jadę do Kunduzu, by zacząć wszystko od nowa - opowiada.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.