Litewski argument
O d początku kryzysu na granicy polsko-białoruskiej w rodzimej debacie nie brakuje porównań do sytuacji na Litwie. Na naszych sąsiadów, którzy wcześniej poczuli na sobie skutki działań Łukaszenki, powołują się politycy (zarówno partii rządzącej, jak i opozycyjni), publicyści i zwykli użytkownicy mediów społecznościowych. Czasem czytając ich komentarze, można odnieść wrażenie, że niewiele zmieniło się od czasów, gdy Bolesław Prus pisał w „Tygodniku Ilustrowanym” (1907 r.), że „choć trochę oświecony Polak nie potrzebuje wyjeżdżać na Litwę w celu poznania jej. On ją zna prawie od dzieciństwa, a nawet dawniej, chyba z jakichś przedbytowych czasów!” .
I tak wśród polityków opozycyjnych i w środowiskach krytycznych wobec władz popularna jest opinia, że na Litwie (inaczej niż w Polsce) media mogą swobodnie pracować na granicy – muszą tylko pobrać przepustki. Jednak system przepustek na Litwie wcale nie funkcjonuje bez problemów. O ile w Polsce ograniczenia wynikały z wprowadzenia stanu wyjątkowego, o tyle na Litwie od początku sierpnia obowiązywał niepisany zakaz relacjonowania przez media sytuacji w strefie przygranicznej. Został on wprowadzony wkrótce po tym, gdy Litwa zaczęła stosować wobec migrantów push-backi. Jedynym źródłem informacji o sytuacji na granicy były lakoniczne raporty dobowe litewskiej straży granicznej.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.