Wielka dezoligarchizacja czy polityczna dekoracja
Tak, na Ukrainie są oligarchowie. Tak, oni wpływają na politykę. Ale tak dłużej nie będzie. Uważajcie na siebie i swoich bliskich. Chwała Ukrainie!” – w ten tyleż dramatyczny, co enigmatyczy sposób prezydent Wołodymyr Zełenski zakończył wygłoszone na początku czerwca orędzie do narodu, w którym zapowiedział dezoligarchizację państwa. Przemówienie poprzedziło skierowanie do Rady Najwyższej projektu ustawy, która zgodnie z obietnicami władz ma stać się początkiem końca systemu oligarchicznego. Wiele jednak wskazuje na to, że zapowiedziane zmiany nie doprowadzą do faktycznego uzdrowienia rzeczywistości polityczno-gospodarczej, lecz staną się odzwierciedleniem życiowej prawdy, że czasem wiele musi się zmienić, aby wszystko zostało po staremu.
Sztuka przetrwania
Od ponad dwóch dekad wielki biznes stanowi nieodłączną część politycznego krajobrazu Ukrainy. Niezależnie od tego, kto aktualnie rządzi, oligarchowie stanowią kluczowy element sceny politycznej, wykazując zadziwiającą żywotność oraz zdolność do przetrwania i dostosowywania się do aktualnych realiów. Tego stanu nie zmieniła nawet rewolucja godności lat 2013–2014, która poza pewnymi roszadami w układzie grup polityczno-biznesowych nie doprowadziła do podważenia istniejącego systemu. Tak przed, jak i po rewolucji nazwiska Rinata Achmetowa, Ihora Kołomojskiego czy Wiktora Pinczuka niezmiennie figurują na liście najbogatszych obywateli Ukrainy utrzymujących przemożny wpływ na gospodarkę i politykę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.