Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Stawka większa niż kraj

24 listopada 2023
Ten tekst przeczytasz w 12 minut

Argentyna pod rządami Javiera Mileia może się stać nowym laboratorium dla rozwiązań, które niegdyś zapewniły powodzenie całego Zachodu, a potem zostały zarzucone nawet przez partie liberalne

9f0bd01f-012b-43b5-a166-333d23071f7f-37999614.jpg

Inflacja sięgająca 150 proc. (a na koniec roku prognozy wskazują nawet ponad 180 proc.), poważne ryzyko recesji, niemal zerowe szanse pozyskiwania kapitału zagranicznego i ok. 40 proc. mieszkańców żyjących w ubóstwie – to stan gospodarki, z którym musi się zmierzyć nowy prezydent Argentyny Javier Milei. Do tego dochodzą przeżarte korupcją i nepotyzmem elity, niesprawne instytucje, powszechna niewiara w to, że państwo może działać lepiej – to właściwie standard dla Ameryki Łacińskiej (z nielicznymi wyjątkami), tyle że dużo bardziej wyśrubowany. Milei, wykładowca ekonomii na różnych uczelniach i komentator telewizyjny, zdobył nagłą popularność głównie dlatego, że obiecał nową jakość. Nie poprawianie tego, co jest i co nie działa, lecz usunięcie chorej tkanki. Nie chodzi tylko o bank centralny (który chciałby „spalić”) i zepsutą do szczętu krajową walutę peso (którą planuje zastąpić dolarem amerykańskim) ani o drastyczny program prywatyzacji (także usług publicznych) połączony z upowszechnieniem mechanizmów rynkowych. Chodzi też o pożegnanie z panującym na kontynencie przekonaniem, że jeśli ktoś nie jest zdolny do spełnienia standardów ekonomicznych narzucanych przez państwa zachodnie i kontrolowane przez nie instytucje finansowe, to zawsze może się ratować poprzez szukanie protekcji u wschodnich satrapii. Kiedyś głównie w Moskwie, ostatnio w Pekinie.

Zwrot ku Zachodowi

Poprzednik Mileia Alberto Fernández w obliczu narastających problemów w negocjacjach z Międzynarodowym Funduszem Walutowym zwiększył zależność kraju od Chin i zgłosił akces do grupy BRICS, stanowiącej narzędzie ich miękkiego imperializmu. Eksprezydentowi zdarzały się też umizgi do Władimira Putina. Tymczasem Milei zdecydowanie popiera Ukrainę, a o Chinach wielokrotnie wypowiadał się bardzo krytycznie, atakując zarówno ich model polityczno-gospodarczy, jak i agresywne podejście do współpracy gospodarczej z państwami latynoamerykańskimi. Porównał nawet rząd w Pekinie z „zabójcą” oraz stwierdził, że naród chiński „nie jest wolny”. Zapowiedział, że o członkostwie Argentyny w BRICS nie będzie mowy. Na razie zarówno Rosjanie, jak i Chińczycy zachowują dyplomatyczne pozory: pogratulowali Mileiowi zwycięstwa i wydali komunikaty o możliwościach dalszej współpracy. Ale jest oczywiste, że ta prezydentura im nie w smak.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.