Ostatni dobry sygnał dla Ukrainy
P ozytywna opinia Komisji Europejskiej i rekomendacja rozpoczęcia z Ukrainą negocjacji akcesyjnych to bardzo dobry sygnał dla Kijowa. Co prawda formalnie musi zatwierdzić ją jeszcze 27 państw członkowskich podczas szczytu UE w połowie grudnia, ale na tym etapie żadna ze stolic nie zgłasza większych wątpliwości. Oczywiście opinii towarzyszy jak mantra oczekiwanie realizacji niezbędnych reform, w tym walki z korupcją, wzmacniania rządów prawa, zmian w mediach, ale Bruksela na tym etapie nie widzi obiekcji, żeby rozpocząć negocjacje akcesyjne.
Niestety to też ostatni tak duży krok Ukrainy na drodze do członkostwa w Unii co najmniej na kilka lat. Dotychczas tempo ukraińskiego procesu rozszerzenia wzbudzało zachwyt lub zaskoczenie wśród wielu państw członkowskich. Po złożeniu wniosku w lutym ubiegłego roku niektórzy przywódcy nie wierzyli, że prowadząc regularną wojnę z Rosją, Kijów będzie w stanie zrealizować jakiekolwiek unijne wymogi. Tymczasem umiejętność gry na wielu fortepianach Wołodymyra Zełenskiego do pewnego momentu budziła entuzjazm, co tworzyło bardzo sprzyjające okoliczności polityczne do błyskawicznego i bezprecedensowego realizowania kolejnych kroków na drodze do członkostwa. Jakkolwiek radykalne kroki administracji Zełenskiego w czasie kryzysu zbożowego niekoniecznie przysporzyły mu dobrej prasy w regionie, nie wpłynęło to w większym stopniu na pozytywny stosunek europejskiego mainstreamu do wysiłków akcesyjnych Kijowa. Teraz jednak spektakularne kroki zejdą na plan dalszy – negocjacje akcesyjne to żmudna, długa procedura realizacji 35 rozdziałów dorobku prawnego UE.
Spośród kandydatów najbardziej zaawansowane w swoich negocjacjach są: Czarnogóra, która prowadzi negocjacje od 11 lat, oraz Albania i Macedonia Północna, które prowadzą je od 2019 r. Otwarcie negocjacji nie oznacza, że dane państwo znalazło się na ostatniej prostej na drodze do Unii. Turcja formalnie jest w procesie rozszerzenia od 24 lat, a negocjacje akcesyjne, które utknęły w martwym punkcie, rozpoczęła już w 2005 r. Jednocześnie Polsce i wszystkim krajom przyłączonym do Unii w największym rozszerzeniu z 2004 r. negocjacje zajęły zaledwie 6–7 lat. Okoliczności polityczne, na fali których udało się na początku XXI w. wejść do UE 10 państwom, radykalnie jednak różnią się od współczesnego kontekstu geopolitycznego Ukrainy. Szefowie unijnych instytucji mówią wprost, że tylko stabilny pokój, a nie zamrożenie konfliktu z Rosją, będzie przepustką Kijowa do Unii. Podziw dla odpierania rosyjskiej inwazji, który niósł Ukrainę na zachodnich salonach, może bowiem i coraz częściej jest zastępowany przez zmęczenie wojną, trudnymi warunkami gospodarczymi, co będzie dużym wyzwaniem dla ukraińskich władz w najbliższym czasie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.