Powyborcze niepokoje ogarnęły Brazylię
Szturm zwolenników eksprezydenta Jaira Bolsonaro na gmachy rządowe oznacza, że pierwsze miesiące nowego szefa państwa Luli da Silvy upłyną pod znakiem morza politycznych oskarżeń i procesów
Takich obrazków nie oglądaliśmy od dwóch lat i szturmu sympatyków Donalda Trumpa na Kapitol w Waszyngtonie. W niedzielę niepogodzeni z wyborczą porażką zwolennicy byłego prawicowego prezydenta Brazylii Jaira Bolsonaro wtargnęli do gmachów rządowych w stolicy tego kraju, w tym do pałacu prezydenckiego, parlamentu oraz Sądu Najwyższego. Światowe telewizje na żywo relacjonowały ocean demonstrantów w kanarkowych koszulkach piłkarskich wśród futurystycznych gmachów modernizmu lat 50. Jednemu z nich, który z tłumem wtargnął do parlamentu, podest pod mównicą w senacie posłużył za zjeżdżalnię.
Gdy zamykaliśmy ten numer DGP, brazylijska prasa pisała o kilkudziesięciu rannych i o ok. 400 aresztowanych. Szczęśliwie nie było doniesień o ofiarach śmiertelnych, choć dochodziło do poważnych starć między demonstrantami a służbami bezpieczeństwa, a także aktów wandalizmu. W niedzielę wieczorem czasu miejscowego policja odzyskała pełną kontrolę nad centrum miasta, a zaprzysiężony tydzień temu socjalistyczny prezydent Luiz Inácio Lula da Silva udał się do Sądu Najwyższego, by na własne oczy zobaczyć zniszczenia. Wcześniej ogłosił stan nadzwyczajny w Brasílii, wysłał do stolicy oddziały Gwardii Narodowej i zamknął Oś Monumentalną, główną aleję w dystrykcie rządowym. W Brazylii rozpoczyna się już wielkie szukanie winnych, wykraczające poza uczestników samego szturmu, których Lula nazwał „wandalami i faszystami”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.