Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Tu Ukraina była walutą

Tu Ukraina była walutą
fot. Ludovic Marin/AFP/East News
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Premier Viktor Orbán z kilkumiesięcznej batalii na linii UE–Węgry–Ukraina nie wychodzi przegrany

Spotkanie szefów MSZ Węgier i Ukrainy, które na początku tygodnia zorganizowano w Użhorodzie, zapowiada przynajmniej czasową poprawę relacji Kijów–Budapeszt. W rozmowach Pétra Szijjártó z Dmytro Kułebą wziął też udział „wiceprezydent” Andrij Jermak, osoba meblująca państwo ukraińskie. Najpewniej ustalano szczegóły wizyty Orbána w Kijowie. Działo się to tuż przed czwartkowym szczytem UE, na którym Budapeszt jednak nie zawetowal pakietu 50 mld euro pomocy dla Ukrainy. I tuż po burzy, która przewaliła się przez UE po przecieku do „The Financial Times”, w którym unijni urzędnicy zasugerowali, że zagłodzą gospodarkę węgierską, jeśli Orbán nie ustąpi. Zagłodzą i uczynią z Węgier państwo UE drugiej kategorii. Bez prawa głosu.

Ten szantaż nie byłby możliwy, gdyby nie zmiana władzy w Polsce. Choć politycy nowej koalicji wprost nie powiedzieli, czy zgodzą się na uruchomienie wobec Węgier art. 7 traktatu o UE, to z zawoalowanych wypowiedzi Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego wynikało, że czas współpracy Warszawy z Budapesztem się skończył, a Orbán – za swoją nielojalność w polityce bezpieczeństwa – nie może liczyć na dalsze wsparcie. W Kijowie Tusk mówił: „Kto po cichu wspiera Putina, ten zdradza Europę, w każdym wymiarze, i będzie mu to pamiętane i nie będzie wybaczone”. Wywołało to reakcję Szijjártó, który stwierdził, że „Węgry są suwerennym krajem i mają prawo do własnego zdania w sprawie wojny w Ukrainie, czy to się podoba Donaldowi Tuskowi, czy nie”.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.