Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

W prawo, czyli na Wschód

Bukareszteńska ulica 
na trzy dni przed I turą wyborów prezydenckich
Bukareszteńska ulica 
na trzy dni przed I turą wyborów prezydenckichFot. Robert Ghement/EPA/PAP
6 grudnia 2024
Ten tekst przeczytasz w 13 minut

Druga tura rumuńskich wyborów prezydenckich może zdecydować o europejskiej i atlantyckiej przyszłości tego kraju. Spore szanse ma populistyczna prawica, a Władimir Putin już mrozi szampana

Rumuński trybunał konstytucyjny dopiero w poniedziałek ostatecznie zatwierdził wyniki I tury wyborów głowy państwa z 24 listopada. Dla wielu były one szokiem: nie tylko z powodu wygranej prawicowego populisty, lecz także dlatego, że tuż przed samym głosowaniem sondaże nie dawały mu cienia szans nawet na miejsce w pierwszej trójce. Călin Georgescu miał w nich zaledwie kilka procent poparcia, tymczasem w rzeczywistości uzyskał niemal 23 proc. głosów. Co więcej, prawie 14 proc. (i czwarte miejsce) przypadło George'owi Simionowi, liderowi prawicowo-populistycznego ugrupowania AUR (Sojusz na rzecz Jedności Rumunów). To dość młoda partia: startowała jako marginalna grupa antyszczepionkowa w czasach pandemii COVID-19, ale dzięki sprawnemu marketingowi, głównie w mediach społecznościowych (zdaniem wielu analityków dyskretnie wspieranemu z zewnątrz – przez Rosję, a być może także przez Chiny), rychło przekształciła się w poważną siłę opozycyjną. Zyskała poparcie zwłaszcza wśród nisko kwalifikowanych pracowników rolnych i robotników oraz młodych wyborców. Georgescu był z tym środowiskiem swego czasu blisko związany, miał być nawet kandydatem AUR na premiera, ale dwa lata temu rozstał się z ugrupowaniem.

Wystartował jako kandydat niezależny, korzystając z luki spowodowanej zablokowaniem przez trybunał konstytucyjny kandydatury Diany Iovanovici-Șoșoacy – liderki jeszcze bardziej radykalnego niż AUR ugrupowania S.O.S. Romania. W uzasadnieniu TK wskazano, że poglądy kandydatki i jej wcześniejsze działania uniemożliwiają ewentualne pełnienie przez nią funkcji głowy państwa w zgodzie z ustawą zasadniczą. Șoșoacă rozpoczęła wówczas w mediach społecznościowych kampanię tłumaczącą, że to „Amerykanie, Żydzi i Unia Europejska spiskują, aby sfałszować wybory w Rumunii”. Georgescu uderzył w podobne tony, przejmując po niedopuszczonej kandydatce najbardziej skrajny elektorat.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.