Z futbolowego boiska do Białego Domu
Walz łączy w sobie urok Środkowego Zachodu z progresywną polityką. Wybierając go, Harris rzuca Trumpowi wyzwanie na prowincji
Siedząc na wiklinowym krześle w bejsbolowej czapeczce w kolorze moro i czarnej koszulce bez żadnych napisów – w takich okolicznościach gubernator Minnesoty Tim Walz odebrał telefon od wiceprezydent Kamali Harris. Jeden z ważniejszych w życiu, bo podczas rozmowy dowiedział się, że to właśnie z nim Kalifornijka zamierza się ubiegać o Biały Dom. Choć ta pokazana w serwisach społecznościowych scena została wyreżyserowana na potrzeby kampanii, to i tak sporo mówi o 60-latku i o tym, dlaczego Harris wybrała go na swojego kandydata na wiceprezydenta.
Walz ma opinię osoby ciepłej i autentycznej, bliskiej wyborcom i potrafiącej współpracować. Wygląda, ubiera się i mówi jak miliony jego ziomków ze Środkowego Zachodu, a demokraci mają nadzieję, że zwykli Amerykanie spoza liberalnych wybrzeży będą się z nim utożsamiać. Choć i ten „polityk znad kuchennego stołu”, czyli zajmujący się codziennymi problemami obywateli, ewoluuje i przechodzi na pozycje coraz bardziej lewicowo-liberalne. Biografia Walza do momentu wejścia do polityki jest typową historią z nieco zapomnianego Midwestu. Kandydat na wiceprezydenta urodził się i wychował w Nebrasce. Gdy miał 17 lat, wstąpił do Gwardii Narodowej, w której służył przez następne 24 lata, znajdując też w niektórych momentach życia zatrudnienie w przemyśle. Jako artylerzystę wysyłano go w różne miejsca, mieszkał m.in. w Teksasie czy Arkansas, a w trakcie wojny w Afganistanie przez pół roku stacjonował we Włoszech.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.