Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Kiedy w końcu Mińsk uwolni Poczobuta

29 września 2025
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

B anicja 51 więźniów reżimu Alaksandra Łukaszenki ożywiła nadzieje na uwolnienie Andrzeja Poczobuta. Zwłaszcza że 11 września przy okazji wyszło dwóch innych Polaków oraz pewna liczba dziennikarzy związanych z Biełsatem, będącym częścią TVP. Mińsk daje do zrozumienia, że takiej opcji nie wyklucza. Sprzyja jej ogólny klimat polityczny i rozmowy Łukaszenki z ludźmi Donalda Trumpa, których efektem był wrześniowy akt łaski. Nie oznacza to jednak, że oswobodzenie jednego z liderów polskiej mniejszości jest pewne.

Dwa sygnały reżim wysłał 23 września. Na łamach „Minskiej praudy” opublikował artykuł przekonujący, że „Mińsk ogólnie rzecz biorąc, chce obniżenia temperatury konfliktu z Polską”. Jego autor Andrej Łazutkin to politolog i niespełniony pisarz. Sam przedstawił się na stronie Białoruskiego Pen Clubu jako człowiek „amoralny, interesowny”, który „od siódmego roku życia marzył o pracy w prokuraturze”. „Rozwiązanie sprawy Poczobuta powinno towarzyszyć innym przedsięwzięciom normalizującym relacje polsko-białoruskie (…). Rezygnacja Poczobuta i Związku Polaków z konfrontacji, zasygnalizowana za pośrednictwem Borys, można uznać za dobry sygnał”.

Pretekstem do publikacji było właśnie widzenie z Poczobutem, na które dopuszczono Andżelikę Borys, nieuznawaną przez reżim szefową polskiej organizacji. Spotkanie to drugi sygnał. Działaczka powiadomiła na Facebooku, że Poczobut „przekazał również, że Związek Polaków na Białorusi nie jest od konfrontacji, tylko od zachowania i dbania o polskość”, a ona sama napisała „prośbę do Prezydenta Białorusi o uwolnienie naszego kolegi”. Samo widzenie nie oznacza jeszcze rychłego ułaskawienia; Borys dopuszczono do Poczobuta także przed rokiem. Dziennikarz powiedział jej wtedy, że w razie uwolnienia zgodziłby się na emigrację. Wcześniej to wykluczał, co reżim przedstawiał jako argument uniemożliwiający amnestię. Dobrze, że Poczobut wytrącił im go z rąk, choć bałamutny był to argument, bo wielu wypuszczanych opozycjonistów wywieziono na Litwę siłą, a jeden z nich, Mikałaj Statkiewicz, 11 września uciekł z autobusu na przejściu granicznym, wrócił na Białoruś i ślad po nim zaginął.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.