Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Zgubny mit amerykańskiego schyłku

Karykatura z 1863 r. przedstawiająca prezydenta USA Abrahama Lincolna i cara Rosji Aleksandra II
Karykatura z 1863 r. przedstawiająca prezydenta USA Abrahama Lincolna i cara Rosji Aleksandra IIfot. Alamy Stock Photo/BE&W
29 sierpnia 2025
Ten tekst przeczytasz w 13 minut

Obserwując reakcje stolic europejskich na działania Donalda Trumpa, trudno oprzeć się wrażeniu déjà vu z czasów prezydentury George’a W. Busha oraz lat, kiedy traktat lizboński był jeszcze młody. Tyle że wówczas gniewaliśmy się w Europie na USA za to, że interweniują zbyt pochopnie, zwłaszcza w Iraku, a teraz, kiedy sami poczuliśmy zapach prochu, mamy pretensje o to, że nie interweniują dość stanowczo i próbują dogadywać się z „rosyjskim Saddamem Husajnem”. Logika jest podobna: pozbawiona rzeczywistej sprawczości Europa robi groźne miny, a USA robią politykę. Tym minom towarzyszą liczne deklaracje: „teraz to już na serio”, „zbroimy się – teraz albo nigdy”. Programy zbrojeniowe Niemiec i Francji oraz inicjatywy wspólnotowe z pozoru wydają się imponujące. Problemów jednak jest kilka.

Luka technologiczna i gospodarcza

Technologicznie Europa odstaje od USA jeszcze bardziej niż 20 lat temu. W 2005 r. PKB per capita – uznawany za przybliżoną miarę produktywności – w UE wynosił 28–29 tys. dol., w Ameryce był o ok. jedną trzecią wyższy: 46–47 tys. dol. Obecnie ten wskaźnik w Unii to 38–42 tys., a w USA już 75–78 tys. W najnowszych technologiach, szczególnie wojskowych, przepaść jest szczególnie dotkliwa. Do tego niedawne porozumienia handlowe między UE a USA przewidują duże zakupy uzbrojenia od Waszyngtonu. Europa – nawet jeśli będzie się zbroić – będzie się zbroić, kupując amerykańskie sprzęt i technologie, do których US Army ma uprzywilejowany dostęp.

Europę stać na wojenną retorykę i nawet na stosunkowo duże wydatki zbrojeniowe, ale znacznie trudniej o szybkie i konkretne czyny. Niezależnie od tego, co myślimy o działaniach dyplomatycznych Trumpa, to dzięki wsparciu Waszyngtonu Ukraina w ogóle jeszcze walczy. Kiedy Trump, negocjując z Putinem, zapytał, które z państw UE byłoby gotowe wysłać do Ukrainy siły stabilizacyjne, odpowiedziały tylko Francja i Wielka Brytania. Szef MSZ Niemiec Johann Wadephul zasłaniał się tym, że jego kraj jest już obciążony tworzeniem brygady pancernej na Litwie. A mówimy o największej gospodarce UE, która od 2023 r. zdołała wysłać zaledwie kilkuset żołnierzy (do końca roku ma ich być 0,5 tys.). Docelowo – kiedykolwiek miałoby to nastąpić – 5 tys. Oczywiście, jak to w Europie bywa, po licznych deklaracjach i harmonogramach mówi się, że może się stać to do 2028 r. Tymczasem w Polsce stacjonuje ok. 10 tys. żołnierzy amerykańskich, ot tak, „bez żadnego trybu”.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.