Waszyngton bardzo nie lubi pielgrzymów
R ewizja, restrukturyzacja, przegląd, weryfikacja. Takie słowa padają, gdy urzędnicy Donalda Trumpa opowiadają o obecności amerykańskich oddziałów w Europie. Już nie tylko zakulisowo mówi się, że kwestią czasu jest ograniczenie liczby żołnierzy z USA na naszym kontynencie. Trudno być tym zaskoczonym, bo taki Elbridge Colby, nowy podsekretarz obrony USA ds. polityki, od lat opowiada się za przesunięciem strategicznego ciężaru zainteresowania Ameryki z Europy i Bliskiego Wschodu na region Indo-Pacyfiku i przekonuje, że przy obecności wojskowej w Europie większą uwagę należy zwracać na funkcjonalność, a mniejszą na suche liczby. Jak już pisaliśmy w DGP, w pierwszej kolejności z Europy mogą zniknąć te zasoby, które przydałyby się przy ewentualnym większym konflikcie zbrojnym w Azji. To np. stacjonujące w Hiszpanii niszczyciele wyposażone w system obrony przeciwlotniczej Aegis czy morskie samoloty patrolowe Boeing P-8 Poseidon, rozmieszczone w bazie lotniczej Sigonella na Sycylii.
Po zarządzonej jeszcze przez Joego Bidena relokacji amerykańskiego personelu i sprzętu wojskowego z Jasionki do innych miejsc w Polsce władze w Warszawie nie otrzymują z Waszyngtonu sygnałów o kolejnych przetasowaniach nad Wisłą. – Obecność wojsk amerykańskich na wschodniej flance NATO jest konieczna i zostanie utrzymana. A jeśli Rosja wkroczy na terytorium NATO, to będzie wojna, tu nie ma żadnej dyskusji – słyszymy od wysokiego rangą republikańskiego źródła w Kongresie. Prawa strona Kapitolu patrzy na nas inaczej niż na Zachód Europy. Jesteśmy szczerze i szeroko uznawani za wiarygodnego i poważnego sojusznika. Takiego, który zasługuje na wyjątkowe traktowanie. Rzadko chwalimy naszą dyplomację, ale nasze postrzeganie w Waszyngtonie to niepodważalny sukces Polski, wielu jej rządów od lewa do prawa. Czasem tracimy to z oczu, wchodząc w niepotrzebne licytacje, kogo bardziej nad Wisłą kocha Ameryka: Koalicję Obywatelską czy Prawo i Sprawiedliwość, albo ile czasu minęło od ostatniego spotkania obu naszych prezydentów.
Urzędnicy Trumpa nie reagują dobrze na wizyty europejskich liderów, których głównym celem jest potwierdzenie gwarancji bezpieczeństwa ze strony USA
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.