Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Celne naczynia połączone

4 kwietnia 2025
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Dzień wyzwolenia, o którym tak często mówi Donald Trump, to dla gospodarczych partnerów USA dzień strachu. Choć głównym rywalem Stanów w wojnie handlowej są Chiny, to lista państw postrzeganych przez Waszyngton jako adwersarze ostatnio się bardzo zwiększyła. I to właśnie te kraje – mocno powiązane zarówno z USA, jak i z Chinami – mogą w starciu potęg ucierpieć najmocniej. Konsumpcja importowanych dóbr przez USA jest tak ogromna, że nie uda się im w krótkim czasie zagospodarować nadwyżek towarów powstałych w wyniku nakładania ceł przez Waszyngton.

Jeszcze dalej w interpretacji siły amerykańskich konsumentów idzie Stephen Miran, szef doradców ekonomicznych Białego Domu – w jego opinii są oni elastyczni, więc w miejsce dóbr importowanych mogą wybrać rodzime zamienniki, natomiast dostawcy zagraniczni nie mają możliwości szybkiego znalezienia innych kupców. W ten sposób, jego zdaniem, zagranica zostanie zmuszona do obniżek cen eksportowych. Tu jednak pojawia się wątpliwość: czy firmy z Indonezji bądź Wietnamu, z „parszywej piętnastki”, jak sekretarz handlu Howard Lutnick określa rynki mające duże nadwyżki w handlu z USA, mają wystarczająco wysokie marże, by móc obniżać ceny? Nałożenie ceł przez Waszyngton na te kraje może być szczególnie bolesne. Nie dość, że są już zalewane towarami z Chin, to stracą możliwość sprzedaży w USA.

Po przystąpieniu Państwa Środka do Światowej Organizacji Handlu (WTO) w 2001 r. amerykańskie i europejskie firmy zaczęły przenosić tam produkcję. Spowodowało to zamykanie fabryk w krajach macierzystych – to ów „chiński szok”, który spowodował ogromne zmiany w ekonomicznej strukturze m.in. USA. Potem nastąpił etap, kiedy Pekin zaczął być postrzegany jako atrakcyjny rynek, a zachodnie korporacje chciały go przejąć. Jednocześnie powstawały również silne chińskie przedsiębiorstwa, zasilane lokalną przedsiębiorczością, subsydiami oraz know-how firm zagranicznych. I szybko skończyło się eldorado dla zachodniego biznesu. Nie dość, że o wiele trudniej mu działać na tamtejszym rynku, to ma też problem z chińską konkurencją na swoich tradycyjnych rynkach eksportowych, a nawet macierzystych (np. producent e-aut BYD dobrze sobie radzi w Niemczech). Teraz podniosła się wrzawa o to, w jaki sposób chronić europejskich i amerykańskich producentów. A co mają zrobić firmy z Wietnamu czy Peru, które nie posiadają silnych marek i nie mogą liczyć na wsparcie instytucjonalne? A na dodatek mają złożone stosunki polityczne z Państwem Środka?

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.