Witkoff w krainie smoków
S teve Witkoff to wytrawny nowojorski deweloper z dekadami doświadczenia za stołami negocjacyjnymi i na salach sądowych. Zaczynał od niskobudżetowych budynków biurowych na Manhattanie, a swoją reputację zbudował na contrarian investing, czyli inwestowaniu w czasie kryzysu, gdy ceny spadają, a konkurencja się wycofuje. 68-latek w klasycznych garniturach sprawia wrażenie skoncentrowanego, profesjonalnego i kontrolującego emocje. Jak przystało na nowojorczyka, ceni konkrety i zdecydowanie, nie lubi być rozpraszany przez jałowe dywagacje czy detale. W biznesie uważa je za stratę czasu. Rozgłosu do tej pory unikał, nigdy nie był gwiazdą brukowców. Nie ma w sobie genu celebryty.
Ale najważniejsze jest co innego – Witkoff od niemal czterech dekad zna Donalda Trumpa i przez cały ten czas cieszy się jego zaufaniem. W Nowym Jorku działali w tych samych kręgach, znali tych samych inwestorów, bankierów i prawników. Połączyło ich też podobne podejście do ryzyka i inwestowania pod prąd. W 2017 r. kolega z dawnych lat został przez Trumpa, prezydenta, powołany do rady ds. rozwoju infrastruktury przy Białym Domu. W drugiej kadencji republikanina Witkoff przyjął znacznie ważniejszą misję – stał się troubleshooterem, człowiekiem od zadań specjalnych. I to na polu polityki zagranicznej, w której nie ma właściwie żadnych kompetencji. Oficjalnie jest prezydenckim wysłannikiem na Bliski Wschód. W praktyce jego obowiązki są znacznie szersze – jest głównym amerykańskim negocjatorem ze stroną rosyjską. Lata do Moskwy, gdzie rozmawia z Władimirem Putinem.
Można by pomyśleć, że dyplomacja lubi ciszę. Witkoff postanowił jednak przez bite 90 minut o swoich doświadczeniach opowiadać w mediach. Bezpiecznie wybrał Tuckera Carlsona. Bo z jego strony nie można się spodziewać żadnych podkręconych piłek, a utyskiwanie na system jest w cenie. Wyszło kompromitująco. Kompromitująco merytorycznie, bo Witkoff nie potrafił wymienić nawet nazw regionów Ukrainy, względem których Rosjanie zgłaszają terytorialne pretensje. Jeden do jednego powtarzał tezy Kremla dotyczące referendów na terytoriach okupowanych z 2022 r. (narzuconych i nieuznawanych międzynarodowo) czy rzekomego beznadziejnego położenia wojsk ukraińskich w rosyjskim obwodzie kurskim. Można było się tego nawet spodziewać. Witkoff do Moskwy latał w końcu sam – bez wsparcia wywiadowczego, bez doradców, bez tłumaczy. Wraz z Trumpem uznali najwyraźniej, że przy organizacji spokojnie można zawierzyć Rosjanom. Nawet bardziej niż rodakom z „głębokiego państwa”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.