Czwarta lekcja trumponomiki. Najważniejsza
O co tak chodzi Donaldowi Trumpowi? Jaki jest cel jego – nierzadko szokujących – posunięć? Krytycy amerykańskiego prezydenta zarzucają mu, że jest królem chaosu, który uwielbia prowokować dla samej prowokacji. Może na pierwszy rzut oka tak to wygląda, ale większość posunięć Białego Domu służy realizacji określonego planu. W dodatku jak najbardziej sensownego.
Trumpiści podnoszą, że Ameryka utraciła ekonomiczną konkurencyjność. Nie wynika to jednak ze słabości gospodarki, po prostu kraj padł ofiarą własnego sukcesu. Rola globalnego policjanta jest nie tylko bardzo kosztowna, ale powoduje też, iż dolar jako rezerwowy pieniądz globu jest trwale zbyt drogi. USA nie mogą więc rozbujać przemysłu, bo nie znajdują nabywców na swoje towary, za to są zalewane dobrami importowanymi. Z tego powodu nie da się również przeprowadzić reindustrializacji, którą prezydent miliarder obiecał zwolennikom MAGA.
Trumpiści dowodzą, że z problemem zbyt drogiego dolara można sobie poradzić na dwa sposoby: w porozumieniu z innymi krajami albo samodzielnie. Porozumienie jest przez Waszyngton preferowane – nie z tego powodu, że tak bardzo kocha on zgodę. Chodzi raczej o to, że takie rozwiązanie byłoby dla Waszyngtonu tańsze i dalece mniej ryzykowne. W kręgach zbliżonych do prezydenta ta opcja określana jest roboczo jako Porozumienie z Mar-a-Lago (to nawiązanie do nazwy rezydencji Trumpa na Florydzie, zwanej w czasie pierwszej kadencji „Zimowym Białym Domem”).
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.