Lęk i odraza w Waszyngtonie
Wielką tajemnicą jest to, skąd Trump wyciągnął na swojej konferencji prasowej aż tak wielkie bzdury na temat wojny ukraińsko-rosyjskiej. Bo to, co mówił, było jak żywcem wyjęte z rosyjskiej propagandy, i to tej najbardziej ordynarnej, gdzieś z głębokich piwnic fabryk trolli pod Sankt Petersburgiem. Inaczej nie da się określić tezy o 4 proc. poparcia dla Wołodymyra Zełenskiego, rzucenia w Ukrainę oskarżeniem o odpowiedzialność za rozpoczęcie wojny i twierdzenia, że Rosjanie zniszczyliby Kijów, gdyby tylko chcieli. To pewnie negocjacyjna strategia autora „Sztuki transakcji”. Nie zmienia to faktu, że ktoś mu takie farmazony podszeptuje, a wiele wskazuje na to, że w jego otoczeniu zaczynają dominować ludzie przesiąknięci rosyjską dezinformacją.
Teoretycznie prezydent USA powinien być dobrze poinformowany o sytuacji na świecie. W końcu każdego dnia otrzymuje wywiadowcze briefingi, spotyka się z tęgimi głowami z Rady Bezpieczeństwa Narodowego, doświadczonymi urzędnikami Departamentu Stanu, ze światłymi i z bywającymi dziennikarzami. Tyle teoria, bo waszyngtońska praktyka się zmieniła. Trump otoczył się wianuszkiem skrajnych lojalistów, ludzi, którzy tak go szanują, że aż się go boją i nie wykazują inicjatywy. Nowa administracja odrzuca „państwo”, instytucje. Wysyłane przez Elona Muska dwudziestokilkuletnie „minionki” (sami tak się określają) w imię „szczupłego państwa” wchodzą do poszczególnych resortów, wręcz terrorem uzyskują dostęp do danych i zwalniają wbrew wyrokom sądów. Coraz mniej więc Trump ma opcji, by słuchać jajogłowych, coraz więcej za to, by ludzi „spoza bańki”, często szemranych, czy to bezlitosnych lobbystów rekinów z waszyngtońskiej ulicy K czy suflujących rosyjską propagandę dziennikarzy nowych konserwatywnych mediów. Realizuje się tragiczny scenariusz groteskowego półabsolutyzmu drugiej kadencji wieszczony przez Johna Boltona, byłego doradcę Trumpa. Słuchaliśmy go, ale uważaliśmy, że przesadza.
Tak, Trump to notoryczny kłamca. Powiedzieć, że jest kłamcą, to jak stwierdzić, że słońce świeci. Łgał w sprawach największych, jak rezultat wyborów prezydenckich w 2020 r. Ściemniał w sprawach mniejszych, jak liczba ludzi na jego wiecach. W ostatniej kampanii dezinformował, że migranci w Springfield w Ohio jedzą koty i psy. Zdolny jest do wszystkiego, już jako prezydent zaproponował utworzenie w Strefie Gazy „bliskowschodniej Riwiery” z pomysłem wygnania Palestyńczyków, czyli czystki etnicznej. Biały Dom widział wiele, konkurencja jest spora, ale ta propozycja jest gdzieś na szczycie obrzydliwości. Mimo powyższego z Ukrainą prezydent i tak zaskoczył.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.