Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Wszystkie cła Białego Domu

7 lutego 2025
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

W trakcie kampanii wyborczej Donald Trump przekonywał, że „cło” to jego ulubione słowo – i groził podwyższeniem taryf wszystkim bez wyjątku partnerom handlowym Stanów Zjednoczonych. Najwyższa stawka, jaką wylicytował w trakcie wyścigu do Białego Domu, to aż 200 proc. Cło w takiej wysokości miało zostać nałożone na auta z Meksyku.

Eksperci uznali te deklaracje za kampanijną retorykę. A gdy po objęciu urzędu Trump stwierdził, że Stany Zjednoczone nie są gotowe na wprowadzenie uniwersalnego cła, obejmującego wszystkie towary sprowadzane na rynek amerykański, wydawało się, że jego stanowisko złagodniało. Ale w pierwszy weekend lutego prezydent podpisał rozporządzenie nakładające 25-proc. cło na import z Kanady i Meksyku oraz 10-proc. taryfę na towary sprowadzane z Chin. Dodatkowe stawki miały zostać doliczone do już obowiązujących. Podwyższone taryfy miały objąć trzech największych partnerów handlowych Ameryki (biorąc pod uwagę państwa; na poziomie organizacji to UE), odpowiadających za ponad 40 proc. importu.

Nim w 2017 r. Trump po raz pierwszy objął urząd prezydenta, przychody USA z ceł wynosiły 1,3–1,6 proc. wartości importu i były najniższe w historii. Przed sześcioma laty republikanin wypowiedział wojnę handlową Chinom, przez co ogólny poziom amerykańskich ceł wzrósł do 2,5–3 proc., co w dalszym ciągu jest niską wartością, biorąc pod uwagę porównania międzynarodowe. Gdyby w życie weszły najnowsze taryfy, cła pobierane przez USA podskoczyłyby do równowartości 10 proc. importu. Na tak wysokim poziomie były po II wojnie światowej.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.