Serbia oficjalnie kandyduje do członkostwa w UE
Po dwudziestu latach międzynarodowej izolacji, wojen i gospodarczej mizerii Serbia powraca do Europy.
Dziś w Sztokholmie prezydent Boris Tadić przekaże przedstawicielom Unii Europejskiej oficjalną prośbę o przyznanie statusu kandydata do UE państwu, które jeszcze do niedawna kojarzyło się z oskarżanym o zbrodnie wojenne generałem Ratko Mladiciem i postkomunistycznym satrapą Slobodanem Miloszeviciem. Serbowie już świętują zniesienie wiz do krajów Wspólnoty. Po osiemnastu latach w sobotę Bruksela zlikwidowała restrykcje na podróże Serbów, Czarnogórców i Macedończyków do krajów "27".
Dla tysięcy młodych mieszkańców Serbii to właśnie zniesienie wiz, a nie symboliczna decyzja Tadicia, oznacza przełom. - Przez kilkanaście lat, jeśli ktoś chciał wyjechać z kraju, choćby na krótkie wakacje, musiał przekopać się przez tony papierów - mówi nam 28-letnia Lidija z Belgradu. - Nie chcemy być dłużej pariasami Europy. Ile można czcić bohaterów wojen bałkańskich i podniecać się Wielką Serbią - dodawała w rozmowie z nami 25-letnia Jovanka, takźe mieszkanka serbskiej stolicy.
Młodzi Serbowie jeszcze do niedawna ustawiali się w kolejkach przed unijnymi ambasadami, by wyrwać się z pogrążonego w marazmie kraju. Najpierw uciekali przed wojnami toczonymi przez rząd w Belgradzie, później sankcjami, kryzysem gospodarczym i politycznym zamordyzmem reżimu Miloszevicia. Paradoksalnie zniesienie wiz nastąpiło w momencie, gdy młodzi nie muszą szukać lepszego życia za granicą: w Belgradzie wyrastają eleganckie osiedla, europejscy politycy przestają traktować kraj jak folwark, a czasy lansowanego przez poprzedni rząd nacjonalizmu przechodzą do przeszłości.
To w dużej mierze zasługa rządu Mirko Cvetkovicia, który uderzył w istniejące wcześniej nieformalne układy z pogranicza polityki, służb bezpieczeństwa i przestępczości. Właśnie reforma w tym sektorze była warunkiem koniecznym odblokowania drogi na Zachód.
- W Serbii istnieją bardzo silne grupy polityczno-agenturalne, którym standardy cywilnej kontroli nad specsłużbami są po prostu nie na rękę - mówił nam dwa lata temu serbski dziennikarz śledczy Dejan Anastasijević. Według niego taki właśnie układ miał chronić przywódców bośniackich Serbów - Radovana Karadżicia i Ratko Mladicia - którzy przez lata ukrywali się w Belgradzie. Póki oni byli na wolności, akcesja Serbii do UE była wykluczona.
Sytuacja zmieniła się po zeszłorocznych wyborach. Ówczesny premier Vojislav Kosztunica - uchodzący za umiarkowanego nacjonalistę i polityka zdolnego przymknąć oko np. na splądrowanie amerykańskiej ambasady w Belgradzie - musiał odejść. Premierem został jego minister finansów, Mirko Cvetković. Ten pragmatyk i zwolennik integracji z UE w porozumieniu z jednoznacznie prozachodnim prezydentem Tadiciem błyskawicznie zaprowadził w Serbii nowe porządki.
Przełomem stało się wydarzenie z pozoru interesujące tylko koneserów polityki wewnętrznej Serbii. Stanowisko szefa specsłużb stracił strażnik interesów grup związanych z układem miloszeviciowskim Rade Bulatović. Jego następca Sasza Vukadinović był doświadczonym w rozbijaniu grup mafijnych prokuratorem. Cztery dni później poszukiwany przez trybunał haski Radovan Karadżić znalazł się w areszcie. Rok później europejscy politycy chwalili Belgrad za postępy w pościgu za oskarżonymi o zbrodnie wojenne Ratko Mladiciem. - To historyczny moment dla Serbii - komentował proeuropejski gest Belgradu na swoim blogu szwedzki szef MSZ Carl Bildt. Przewodniczący UE Szwedzi chcą, by dzisiejsza ceremonia była spektakularnym sukcesem. Belgrad stawia sprawę jednoznacznie: chce statusu kandydackiego już w przyszłym roku.
@RY1@i02/2009/249/i02.2009.249.000.0011.001.jpg@RY2@
Belgrad. Wiec zwolenników integracji Serbii z Unią Europejską
Daniel Berehulak/Getty Images/Flash Press Media
Mariusz Janik
mariusz.janik@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu