Eurokraci: mamy dość zaciskania pasa
ROZMOWA
17 tys. zarabia tylko ośmiu dyrektorów generalnych w Komisji Europejskiej, do których w maju dołączy Jan Truszczyński. To stanowiska dla byłych polityków, nie zwykłych ludzi. A sekretarki, aby znaleźć pracę w unijnych instytucjach, muszą znać trzy języki, mieć dyplom szkoły wyższej i 3 - 4 lata doświadczenia zawodowego.
Zgodnie z traktatami w unijnych instytucjach muszą być równomiernie zatrudniani ludzie ze wszystkich krajów. Nie może być tak, że eurokratami będą tylko Belgowie, Polacy czy Włosi. Musimy też mieć Niemców, Szwedów, Brytyjczyków. A w Wielkiej Brytanii zarobki w sektorze prywatnym są bardzo wysokie. Ci ludzie nie przyjadą do Brukseli, jeśli będą zarabiać o wiele mniej.
Jest jeszcze jeden argument. Jak wiadomo, w Unii decyduje się o wielkich pieniądzach: podziale funduszy strukturalnych, dopłat dla rolników... Urzędnicy, którzy o tym rozstrzygają, muszą być całkowicie niezależni finansowo, by nie byli podatni na korupcję.
Po 38 latach pracy dostaję miesięcznie na rękę 4 tysiące euro. To wcale niedużo. W Brukseli w koncernach czy nawet ambasadach dostaje się o wiele więcej. Proszę zresztą zwrócić uwagę, że my ponosimy poważne obciążenia z powodu tego, że mieszkamy poza krajem. We wrześniu mój brat miał atak serca. Musiałem od razu polecieć do Włoch i za bilet zapłaciłem 700 euro. A gdy umierał mój ojciec, przyjechałem dzień po jego zgonie. To cena życia na emigracji.
My już wcześniej go zaciskaliśmy. W 2004 r., tuż przed poszerzeniem Unii, Rada podjęła decyzję o obniżeniu uposażeń w instytucjach europejskich o 20 - 30 proc. Dziś około 1/3 pracowników to tzw. funkcjonariusze kontraktowi. Wielu z nich zarabia po 1,5 tys. euro.
To prawda. Ale nas jest coraz mniej. Ludzie masowo odchodzą na emeryturę. Ja już mało kogo tu znam.
Politycy lubią robić sobie taką tanią reklamę. Dla nich ważniejsze są artykuły w gazetach, a nie przepisy prawne. W 2004 r. Rada UE zapowiedziała, że nasze pensje będą co roku indeksowane zgodnie ze wskaźnikami podwyżek uposażeń dla urzędników w ośmiu państwach UE. To stąd nasz postulat podwyżki o 3,7 proc. Tymczasem Rada UE, odrzucając tą podwyżkę, dopuściła się czegoś strasznego: złamała prawo.
Ależ skąd. Środki na nasze pensje to mniej niż 1 proc. budżetu UE. Nas jest tylko 30 tys. W samym ratuszu w Paryżu pracuje 45 tys. urzędników, którzy zresztą dziś także strajkują.
Wystąpimy z pozwem przeciw Radzie UE do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości i jesteśmy pewni wygranej. Mamy też inny środek nacisku. Otóż tworzy się europejski korpus dyplomatyczny. Chcieliby do niego przystąpić także urzędnicy z krajów członkowskich, i to bez egzaminów. Ale aby te egzaminy wycofać, potrzebna jest zgoda związków zawodowych. I my tej zgody nie damy.
Będziemy działali wyłącznie w ramach prawa. Aby przygotować szczyty wielu z nas pracuje po nocach, w święta i weekendy. I nic za to nie dostaje. Teraz przestaniemy tak robić. I zobaczymy, jak to się skończy dla unijnych przywódców.
, przywódca związku zawodowego pracowników instytucji europejskich FFPE
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu