Tylko Obama może uratować szczyt przed fiaskiem
Szczyt klimatyczny w Kopenhadze utknął w martwym punkcie. Państwa Afryki wsparte przez Chiny oskarżyły Zachód o chęć doprowadzenia do fiaska negocjacji i na kilka godzin zerwały wczoraj rozmowy.
Szczyt może uratować prezydent USA Barack Obama, który w tej sytuacji do duńskiej stolicy przylatuje już jutro.
- Kraje rozwinięte próbują doprowadzić do upadku negocjacji, w których biorą udział przedstawiciele aż 192 państw - oskarżał Kamel Djemouai z Algierii, która przewodziła buntownikom. Przedstawiciele Afryki tłumaczyli, że Zachód celowo unika jakichkolwiek wiążących deklaracji, by nie zostało wypracowane nowe klimatyczne porozumienie, które od 2012 r. zastąpi protokół z Kioto. A wówczas rozwój USA, Japonii czy Wielkiej Brytanii nie byłby niczym ograniczony.
W kuluarach szczytu oceniało się, że bunt ma jedynie wywrzeć presję na Baracka Obamę, by stał się bardziej chętny do ustępstw na rzecz krajów rozwijających się. Zwłaszcza że państwa Afryki zyskały dla swoich działań poparcie Chin, które - podobnie jak USA - na "zabiciu Kioto" tylko zyskałyby swobodę rozwoju.
Obama leci na ratunek
Faktycznie, przez osiem dni trwania szczytu nie udało się niczego wypracować - nawet wstępnego projektu końcowej deklaracji. - Tak naprawdę cała praca jest dopiero przed nami. Potrzebujemy w najbliższych dniach silnego politycznego przywództwa - szczerze przyznała australijska minister ds. klimatycznych Penny Wong.
Amerykański prezydent pojawi się w Kopenhadze już jutro. To kolejna zmiana terminu jego przylotu. Teraz wszystko wskazuje na to, że Obama będzie musiał w ciągu trzech dni wypracować klimatyczny kompromis.
Negocjacje nad nowym porozumieniem klimatycznym toczą się wyjątkowo opornie z powodu pieniędzy. - Choć przed szczytem wszyscy wygłaszali wzniosłe deklaracje o potrzebie ochrony ziemskiego klimatu, to przecież potrafią liczyć. A nie od dziś wiadomo, że ograniczenie emisji CO2 będzie bardzo kosztowne - mówi nam Helen Bennion z Environmental Change Research Centre w Londynie.
Biedne kraje Azji i Afryki chcą, by Zachód wspomógł je w walce z ociepleniem klimatu. Ich argument jest przekonujący: potrzebują pieniędzy oraz technologii przyjaznych środowisku, bo pozostawione same sobie nie będą w stanie jednocześnie i dostosować swoich gospodarek do nowych restrykcyjnych norm, i dogonić bogatych w gospodarczym rozwoju. Jednak USA patrzą na tę propozycję wyjątkowo niechętnie, uważając, że każdy powinien płacić za siebie, a już zwłaszcza Chiny, które są największym trucicielem na świecie.
Skora do sypnięcia groszem jest wyłącznie Unia Europejska. Na ubiegłotygodniowym szczycie Wspólnota uzgodniła, że do 2012 r. przekaże krajom rozwijającym się 7,2 mld euro. Ale to kropla w morzu potrzeb. Unijni eksperci szacują, że tylko do 2020 r. państwa rozwijające się będą potrzebowały aż 100 mld dol. na dostosowanie się do wymogów nowej klimatycznej umowy. To ogromne pieniądze, których nikt nie chce wydać.
Decydujące starcie
Dlatego Chiny nie czekają na przyjazd Baracka Obamy, ale już przygotowują grunt pod decydujące starcie: wsparły Afrykę, mało tego - same gotowe są nie brać pieniędzy od Zachodu. - My nie oczekujemy takiej pomocy od USA czy Wielkiej Brytanii - powiedział w Kopenhadze wiceminister spraw zagranicznych He Yafei.
Co jest więc prawdziwym celem Pekinu? - On nie potrzebuje pieniędzy, chce za to wymusić na Zachodzie jak największe ograniczenia w emisji CO2. Bo w ten sposób USA i UE będą miały narzucone wyjątkowo restrykcyjne ograniczenia w rozwoju. A to ułatwi Chinom konkurencję ze starymi potęgami - tłumaczy Bennion.
Wydawane w Pekinie gazety nie pozostawiają żadnych wątpliwości. "Chiny to państwo rozwijające się, a Stanami Zjednoczonymi rozwinięte. Ta różnica oznacza, że to Ameryka dźwiga historyczną odpowiedzialność (za powstrzymanie zmian klimatu - red.), a Chiny nie" - pisze w redakcyjnym komentarzu dziennik Renmin Ribao.
Piotr Czarnowski
piotr.czarnowski@infor.pl
współpraca Karolina Kupińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu