Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Sowieccy generałowie wieszczą Amerykanom porażkę

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Maj 1985 roku. Generał Igor Rodionow wysiada z wojskowego samolotu transportowego w Kabulu, by przejąć dowództwo nad 40. Armią ZSRR w Afganistanie.

Jego pomarszczona dziś twarz opowiada późniejszą historię lepiej niż słowa. Był piątym z siedmiu radzieckich komendantów. Członkiem specyficznego historycznego bractwa: zagranicznych generałów wysłanych na podbój Afganistanu. Grupę tę począwszy od Aleksandra Wielkiego wyróżnia jedna, rzucająca się w oczy cecha - wszyscy ostatecznie przegrali. Dla tych, którzy próbują pójść w jego ślady, ma jedną, niezbyt optymistyczną radę: wszystkiego już próbowano.

W oczekiwaniu na amerykańską decyzję o rzuceniu tysięcy kolejnych żołnierzy do walki z talibami generał Rodionow i inni sowieccy weterani odczuwają mieszaninę schadenfreude i współczucia dla kolejnych najeźdźców próbujących podbić ten górzysty kraj, który oni opuścili w 1989 r. po 10 latach walk z rebelią.

Radziecka 40. Armia w szczytowym momencie wojny liczyła 120 tys. żołnierzy. Jej taktyka polegała głównie na zrzucaniu z helikopterów spadochroniarzy, którzy mieli kontrolować wysokie przełęcze, a następnie atakowaniu dolin za pomocą czołgów. W ciągu dekady zginęło prawie 15 tys. radzieckich żołnierzy i setki tysięcy Afgańczyków - nierzadko w tych samych miejscach, które dziś próbują kontrolować siły amerykańskie i ich sojusznicy; w graniczących z Pakistanem regionach na południowym wschodzie kraju i w południowych prowincjach Kandahar i Helmand. - Wojna przez całe 10 lat zataczała koła. Przychodziliśmy, a oni (powstańcy) odchodzili. Potem my odchodziliśmy, a oni wracali - mówi generał Rodionow. Inni wysocy rangą radzieccy byli oficerowie widzą daremność w amerykańskich wysiłkach. - Więcej żołnierzy oznacza po prostu więcej śmierci - komentuje Gienadij Zajcew, były dowódca elitarnego oddziału KGB Alfa, który brał udział w kilku spośród najważniejszych operacji tamtej wojny.

Dla Rodionowa informacje na temat konfliktu brzmią niepokojąco znajomo. Podobnie jak siły NATO, Sowieci przez dwa lata po inwazji w 1979 r. przeżywali coś na kształt miesiąca miodowego. Projekty infrastrukturalne szły pełną parą - większość wysokich budynków w Kabulu po dziś pochodzi z czasów radzieckiej okupacji. Ale wówczas, wspomina generał Rodionow, około roku 1982, sytuacja drastycznie się pogorszyła. - 40. Armia to byli świetnie uzbrojeni i wyszkoleni żołnierze. Na każdy strzał wymierzony w nich odpowiadali dziesięcioma. To powodowało wiele ofiar wśród ludności cywilnej. Zbombardowaliśmy jakąś wioskę, ponieważ ukrywał się tam jeden albo dwóch mudżahedinów. Zginęły kobiety i dzieci, i to napędzało rebelię - opowiada Rodionow. Piotr Susłow, były oficer jednostki specjalnej KGB w Afganistanie, mówi, że głównym błędem NATO było nieprzykładanie wystarczającej uwagi do równowagi pomiędzy poszczególnymi afgańskimi plemionami. W szczególności dotyczy to Pasztunów, którzy stanowią prawie połowę populacji.

Gen. Rodionow wspomina, że przyjechał do Afganistanu krytycznie nastawiony do wojny i że jego krytycyzm rósł z każdym dniem. Wysocy rangą oficerowie, obserwując daremność swoich metod, zaczęli otwarcie mówić o wycofaniu. - To początkowo wąskie grono stopniowo rosło. W momencie wycofania mówiliśmy już po prostu: "Powinniśmy to zrobić wcześniej".

tłum.

© The Financial Times Limited 2009. All Rights Reserved

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.