Ashton dopiero musi się uczyć polityki
ROZMOWA
JĘDRZEJ BIELECKI:
HUGO BRADY*:
Decyzje w sprawach polityki zagranicznej są podejmowane w Unii jednomyślnie. Ale Ashton musi przede wszystkim uwzględniać stanowisko wielkiej trójki (Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji), a od czasu do czasu także Hiszpanii i Polski. To są jedyne kraje we Wspólnocie, które mają jasne stanowisko wobec większości problemów międzynarodowych. Dlatego nie może działać wbrew któremukolwiek z nich. Pozostałym, małym państwom UE sprawy międzynarodowe są najczęściej obojętne. Choć oczywiście okazjonalnie zdarzają się wyjątki. Belgia jest bardzo zaangażowana w problemy Konga, a Holandia - Indonezji.
Nic o tym nie wiem. I nie wie tego nikt w Wielkiej Brytanii. Ona jest jak biała kartka, którą trzeba dopiero zapisać. Nie ma ani własnych opinii, ani doświadczenia. Będzie się uczyć na bieżąco, już wykonując swoje funkcje. Należy oczywiście do Partii Pracy. Ale w Wielkiej Brytanii to nie ma takiego znaczenia jak na kontynencie. Ona jest tak naprawdę sprawną pragmatyczką.
Ashton pojedzie do Kijowa z zadaniem przedstawienia wcześniej uzgodnionego przez ministrów UE stanowiska. W tym przypadku po prostu powie, jakich reform Bruksela oczekuje od Ukraińców. Własnych poglądów nie wygłosi. Paradoksalnie jest to atut. Ashton będzie mogła znacznie skuteczniej przewodniczyć comiesięcznym spotkaniom ministrów spraw zagranicznych UE. Nikt nie zarzuci jej stronniczości. Będzie przy tym dość sprawna. Pokazała swoją skuteczność, prowadząc przez ostatni rok negocjacje handlowe w imieniu Unii. A w tej dziedzinie Bruksela ma ogromną władzę.
, ekspert londyńskiego Center for European Reform
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu