Witajcie w niskich progach. Zamrożone kwoty PIT a sprawa deficytu
Minister finansów nie musi podnosić podatków, by państwo ściągało więcej pieniędzy. Wystarczy, że nie ruszy progów PIT. Problem w tym, że wobec rosnącej średniej pensji coraz częściej w wyższą stawkę wpadają nie najlepiej zarabiający, lecz przedstawiciele zwykłych zawodów.
Już prawie co dziesiąty podatnik przeskakuje próg i łapie się na wyższą stawkę PIT – wynika z danych przedstawionych we wtorek przez Ministerstwo Finansów. Skutek pojawienia się takiej informacji jest oczywisty: wezwania, by próg został podniesiony. W końcu wyższa stawka powinna obejmować tych, którzy są w najlepszej sytuacji. I których stać na to, by dokładać się do wspólnej kasy w większym stopniu. Przekroczenie progu przez nauczycieli czy pielęgniarki nie mieści się nam w głowie. A przecież średnia płaca w gospodarce szybko zbliża się do 10 tys. zł miesięcznie. Przez 12 miesięcy uzbiera się 120 tys., czyli tyle, ile wynosi próg podatkowy.
Co jest przeszkodą w podniesieniu progu PIT?
Każdy by chciał, żeby płacone przez niego podatki były niższe. Podejrzewam, że również minister finansów. Nie oznacza to jednak, że przybiegnie z zapewnieniami, że w najbliższej przyszłości próg zostanie podniesiony. Przeszkoda jest banalna: deficyt w finansach publicznych.
Nie chodzi tylko o to, że przy dobrej koniunkturze w gospodarce deficyt mamy na poziomie kryzysowym. Nie mniej ważne jest to, jak chcemy ten deficyt ograniczać. A głównym sposobem jest właśnie… mrożenie progu w PIT.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.