Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Grecy widzą w Macedonii państwo drugiej kategorii

Ten tekst przeczytasz w 7 minut

ROZMOWA

MARIUSZ JANIK,

BARTŁOMIEJ NIEDZIŃSKI:

ANTONIO MILOSZOSKI*:

Upadek komunizmu to powód do świętowania w całej Europie, bo rozszerzył on strefę demokracji i bezpieczeństwa. Nie chcę szukać łatwych usprawiedliwień, ale były obiektywne trudności, np. embargo handlowe ze strony Grecji w latach 1993 - 1995 wraz z sankcjami ONZ przeciw Miloszeviciowskiej Serbii spowodowały, że Macedonia znalazła się w izolacji, co opóźniło nasz rozwój gospodarczy na kilka lat.

Ale porównując obecną sytuację z tą sprzed 15 lat, nie mam wątpliwości, że zachodnie Bałkany jako całość są na właściwej drodze. Nadal istnieją punkty zapalne, jak Bośnia czy Kosowo, ale nie ma złej woli ani zagrożenia, że jakieś państwo dokona militarnej inwazji na sąsiada. Poza tym wierzę, że obecny rok jest tym, w którym podjęte zostaną konkretne decyzje w sprawie integracji Macedonii z UE.

Przede wszystkim to wyjątkowa sytuacja, by jakikolwiek kraj rościł sobie prawo do decydowania o nazwie mniejszego sąsiada. To zupełnie sprzeczne z wartościami, na jakich opiera się Europa. Nie wiem, o czym pisała prasa, ale z naszej strony jest pole kompromisu, którym mogłaby być nazwa zaproponowana przed zeszłorocznym szczytem NATO - Republika Macedonii (Skopje) czy Niezależna Republika Macedonii. Chcemy przekonać Greków, że nazwa Republika Macedonii nie oznacza żadnego zagrożenia, lecz przeciwnie - utrzymując istniejącą równowagę w regionie, przyczynia się do wzmocnienia bezpieczeństwa. Jednak wywieranie presji na nas nie przybliża rozwiązania.

To nie jest już problemem od 1995 r. Wbrew temu, co twierdzą Grecy, nie chodzi tylko o nazwę. Chcą wykreować dla nas nową, sztuczną tożsamość, według której nasz język stałby się północnomacedońskim, narodowość - północnomacedońską. Mój ojciec czy moja babcia uważali się za Macedończyków, a nie za północnych Macedończyków. W czasach Jugosławii kraj się nazywał "Socjalistyczna Republika Macedonii" i nikt w Grecji tego nie kwestionował.

Najważniejszą różnicą w podejściu stron jest to, że Macedonia próbuje używać siły argumentów, a Grecja argumentu siły. Grecja na niezażegnany konflikt z Turcją, który jest realny - dotyczy bezpieczeństwa, zwierzchnictwa nad przybrzeżnymi wyspami, wojska. Ale kiedy Grecy patrzą na Turcję, widzą potężny, 72-milionowy kraj z silną armią i odczuwają wobec niej respekt. A gdy patrzą na Macedonię, widzą dwumilionowy kraj, który ma tylko osiem helikopterów i 8 tys. zawodowych żołnierzy. Pomimo że mówią o sobie jako kolebce demokracji, postrzegają nas jako państwo drugiej kategorii. Jeśli się negocjuje z kimś, kto nie uważa cię za równego sobie, trudno znaleźć rozwiązanie.

Mam nadzieję, że w sprawie Macedonii pragmatyzm też przeważy, bo normalne stosunki między ludźmi są dobre. Greccy przedsiębiorcy są jednymi z największych inwestorów w naszym kraju. Nie traktują sprawy emocjonalnie, chcą zarabiać pieniądze, więc może politycy powinni się nauczyć od nich tego pragmatyzmu.

Obecnie to raczej niemożliwe. Po greckiej stronie istnieje silna indoktrynacja w prezentowaniu Macedonii. Kilka lat temu grecki poseł Nikos Gregoriades z konserwatywnej Nowej Demokracji oświadczył, że Ateny powinny być bardziej racjonalne w swojej polityce wobec Macedonii i nie tracić energii na tak niepotrzebne spory. I to były ostatnie słowa w jego politycznej karierze.

Drugi przykład to była grecka ambasador w Macedonii. Powiedziała ona, że choć popiera politykę Aten wobec Skopje, to Grecja musi się liczyć z tym, iż nazwę "Republika Macedonii" uznaje 127 krajów. W ten sposób zakończyła ona pracę w dyplomacji. W tej chwili nie widać więc wielkich szans na znalezienie sojuszników po drugiej stronie granicy.

Niestety docierają do nas sygnały, że tak jest w rzeczywistości. Wielkie kontrakty mogą służyć jeżeli nie kupowaniu sobie poparcia, to przynajmniej w zapewnieniu sobie milczenia większych państw UE.

W naszym przypadku nie widzimy takiego sposobu, w jaki moglibyśmy wywrzeć presję na Grecję. Jedynym uzbrojeniem, jakie mamy do dyspozycji, są argumenty - mamy prawo międzynarodowe po swojej stronie i rozpoczęliśmy proces przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości. Sprawy nie prezentują się jednak tak źle, jak mogłoby się wydawać. Kilkanaście lat temu Serbia, kwestionując niepodległość sąsiednich krajów, używała siły. Dzisiaj w regionie nie toczy się żadna wojna, a pole konfliktu ograniczyło się wyłącznie do dyplomacji. Drugi czynnik, jaki uległ zmianie, to podejście Aten - jeżeli kilkanaście lat temu Grecja była skłonna nałożyć na nas embargo handlowe, by uniemożliwić nasze starania o niepodległość i własną państwowość, tak dziś Ateny ograniczają się właściwie wyłącznie do kwestionowania nazwy i dyplomacji. Mimo irracjonalności polityki Greków jest to jednak jakiś postęp.

Dla nas kluczowymi partnerami pozostają UE i NATO. Geograficznie, kulturowo, politycznie jesteśmy częścią Europy. Po ostatnim szczycie NATO w Bukareszcie w Macedonii zapanowało wielkie rozczarowanie, gdyż spełniliśmy wszystkie stawiane wymagania. Zdecydowaliśmy jednak, że Sojusz pozostanie organizacją, z którą będzie nas wiązać strategiczna współpraca, i nadal będziemy brać udział we wszystkich kluczowych misjach Paktu. I zawsze będziemy się starać wysyłać o jednego żołnierza więcej niż Grecja. W tej chwili mamy nawet więcej niż jednego w Afganistanie. Choć nie jesteśmy wielkim krajem, wysłaliśmy tam 180 żołnierzy, a Grecja tylko 140.

Trudno to ocenić. Ale po ostatnim rozszerzeniu UE Bruksela bardzo zaostrzyła kryteria akcesji oraz monitoring krajów kandydackich, co uniezależnia proces integracji od bieżącej polityki. Jeśli więc spełnimy sztywno określone warunki rozszerzenia, zostaniemy niemal automatycznie przyjęci do Unii. Poza tym Słowenia już jest w UE, a Chorwacja uzyska członkostwo już wkrótce - możemy wiele skorzystać z ich doświadczeń. Nie jesteśmy też na początku drogi - już przyjęliśmy wiele norm unijnych. Zapewne cały proces potrwa kilka lat, nie dłużej.

Trudno prognozować, ale im szybciej, tym lepiej. Myślę, że raczej 2016.

@RY1@i02/2009/228/i02.2009.228.000.010a.001.jpg@RY2@

Miloszoski wierzy, że Skopje wejdzie do Unii w 2016 r.

Reuters/Forum

, minister spraw zagranicznych Macedonii

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.