Prezydent Unii może zostać wybrany w głosowaniu
Polska postawiła na swoim: przywódcy Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii nie zdołali ustalić, kto będzie pierwszym przewodniczącym Rady Europejskiej i szefem unijnej dyplomacji.
Wszystko ma się rozstrzygnąć w nocy z czwartku na piątek, w otwartej debacie na szczycie w Brukseli.
Po rundzie konsultacji telefonicznych ze wszystkimi stolicami UE stojący na czele Unii premier Szwecji Fredrik Reinfeldt przyznał się wczoraj do klęski. - Kiedy rozmawiam z 26 kolegami, otrzymuję o wiele więcej nazwisk kandydatów, niż jest stanowisk do obsadzenia - oświadczył wczoraj. Dlatego zaplanowany na czwartkowy wieczór szczyt może się przedłużyć do piątkowego obiadu.
Polska od kilku dni zapowiada, że nie zaakceptuje kandydatów przywiezionych w teczkach z Paryża, Berlina i Londynu. Przynajmniej sześć państw (Finlandia, Łotwa, Estonia, Litwa, Czechy i Słowacja) poparły polski pomysł przeprowadzenia otwartej debaty o pretendentach. Polska zapowiedziała także, że dopuszcza scenariusz, w którym szef Rady Europejskiej i unijnej dyplomacji nie są mianowani jednogłośnie, ale przez głosowanie kwalifikowaną większością (zgodnie z systemem nicejskim, który z racji zasad głosowania jest bardzo korzystny dla Polski). - Nie dążymy do przeprowadzenia takiego głosowania, ale jeśli będzie to konieczne, dopuszczamy taką możliwość - powiedział DGP szef UKIE Mikołaj Dowgielewicz. - Trudno wyobrazić sobie większą groźbę - uważa prezes brukselskiego European Policy Center Antonio Missiroli. - Takie głosowanie na starcie bardzo osłabiłoby szefa Rady Europejskiej i unijnego ministra spraw zagranicznych, bo od razu mieliby oni przeciw sobie część państw UE.
Brak porozumienia co do kandydatów to także wynik kłótni w trójkącie Paryż, Berlin i Londyn. Angela Merkel nie zgodziła się poprzeć pomysłu Nicolasa Sarkozy’ego, by mianować na stanowisko sekretarza generalnego Rady UE francuskiego ambasadora Pierre’a Sellala. A Gordon Brown z powodów osobistych wycofał kandydaturę Davida Milibanda na szefa unijnej dyplomacji, co zrujnowało rysujące się porozumienie między największymi krajami Unii. Jak Polska zamierza wykorzystać tę sytuację? - Dla nas kluczowe jest stanowisko szefa unijnej dyplomacji. Chcemy, aby objął je polityk wywodzący się z nowych krajów członkowskich lub taki, który rozumie ich punkt widzenia - mówi DGP szef polskiej grupy w europarlamencie Jacek Saryusz-Wolski. Jego zdaniem mógłby to być prezydent Estonii Toomas Ilves albo szef szwedzkiej dyplomacji Carl Bildt.- To kontrowersyjni kandydaci - zwraca jednak uwagę Piotr Kaczyński, ekspert brukselskiego instytutu CEPS. - Bildt ostro krytykował Rosję i opowiadał się za szybkim przyjęciem Turcji do Unii, zaś Ilves w czasie swojej kadencji przeżył dwa ostre konflikty z Kremlem. Zdaniem unijnych dyplomatów w trakcie szczytu mogą się w tej sytuacji pojawiać zupełnie niespodziewani kandydaci, jak b. sekretarz generalny NATO Jaap de Hoop Scheffer czy szefowa austriackiej dyplomacji Ursula Plassnik.
Jędrzej Bielecki
jedrzej.bielecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu