Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Obama: po Rosji czas na Chiny

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Współpraca z Pekinem jest dla USA priorytetem. Tylko przy porozumieniu z Chinami możliwe jest rozwiązanie sytuacji z niepewnymi reżimami Iranu i Korei Północnej. Państwo Środka ma też w portfelu aż 800 mld dol. amerykańskich obligacji

Po pragmatycznym porozumieniu z Moskwą czas na nowe otwarcie w relacjach z Pekinem. Podczas trwającej od niedzieli pierwszej wizyty w Chinach prezydent Barack Obama ani przez chwilę nie ukrywał, że ułożenie stosunków z Państwem Środka jest dziś dla Ameryki absolutnym priorytetem.

- Nie mamy zamiaru ograniczać dynamicznego rozwoju Chin. Możemy być przecież partnerami - mówił wczoraj Obama do kilkuset chińskich studentów w Szanghaju, pierwszym przystanku na mapie swojego chińskiego tournee. Już to spotkanie było dowodem, jak bardzo Obama liczy się ze swoimi komunistycznymi gospodarzami. Amerykanin mówił wprawdzie o wolności internetu i pośrednio krytykował władze w Pekinie, które na potęgę cenzurują sieć. Jego słowa skierowane były jednak głównie do... amerykańskiej opinii publicznej. Studenckie audytorium w Szanghaju było bowiem ściśle wyselekcjonowane, a chińskie władze kategorycznie odrzuciły możliwość telewizyjnej transmisji słów gościa z Waszyngtonu, co było praktykowane, gdy Chiny odwiedzali poprzednicy Obamy Bill Clinton i George Bush.

Wprawdzie państwowa agencja informacyjna Xinhua obiecała nadać wystąpienie w internecie, ostatecznie jednak na jej stronach zamieszczono jedynie... transkrypt słów prezydenta USA. Na dodatek już kilka tygodni temu Biały Dom skasował też spotkanie z Dalajlamą.

Zdaniem obserwatorów ta "delikatność" Amerykanów to najlepszy dowód, że dla administracji Obamy Państwo Środka stało się absolutnym priorytetem polityki zagranicznej. - Ameryka i Chiny mają dziś po prostu wiele wspólnych interesów - mówi nam Francois Godement, szef paryskiego Asia Center. Zwraca uwagę, że najnowszą próbką tego sojuszu była niedzielna chińsko-amerykańska blokada forsowanego przez Europę ambitnego planu walki z globalnym ociepleniem, który miał być przyjęty w grudniu w Kopenhadze. To jednak dopiero początek. - Stabilizacja międzynarodowych rynków finansowych, załatwienie sprawy reżimu północnokoreańskiego, polityka wobec Iranu, sięgający 22 mld dol. deficyt handlowy czy posiadanie przez Chiny wartych 800 mld dol. amerykańskich obligacji rządowych, których wykup mógłby zachwiać pozycją naszej waluty. To wszystko rzeczy fundamentalne dla Ameryki, których bez Chin nie da się załatwić - napisał wczoraj najważniejszy amerykański dziennik New York Times.

Amerykanie zaczynają też rozumieć, że Chiny coraz mocniej niwelują ich polityczne i handlowe wpływy w Azji. Głośno odbiła się niedawno w USA niekonsultowana decyzja Pekinu o budowie pierwszego lotniskowca. W Waszyngtonie sytuacja już zaczyna się kojarzyć z ekspansywną polityką bismarckowskich Prus przed I wojną światową, która zachwiała europejską równowagą sił i doprowadziła do wybuchu pierwszego globalnego konfliktu w XX wieku.

Zdaniem ekspertów administracja Obamy dostrzega wszystkie te zagrożenia i zamierza zneutralizować je, poświęcając Chinom jeszcze więcej uwagi niż jego poprzednicy. W dyplomacji Obama jest pragmatykiem, co udowodnił choćby, porzucając dla dobra stosunków z Rosją Bushowski plan budowy tarczy antyrakietowej. - Obama będzie chciał coraz częściej konsultować najważniejsze dla przyszłości świata sprawy z chińskimi towarzyszami - uważa Francois Godement.

Nie brak jednak głosów, że Ameryka przecenia siłę Chin. - Chińska gospodarka to wciąż ledwie jedna trzecia amerykańskiej. PKB na głowę mieszkańca jest czternaście razy niższy. Różnica w potencjale technologicznym pozostaje ogromna, a budżet obronny to relacja jeden do sześciu dla Ameryki. Na dodatek w czasie kryzysu nierównowaga handlowa się zmniejsza, a obligacje, których realizacja mogłaby zachwiać dolarem, jest dla Chin jak bomba atomowa: można jej użyć tylko raz - czytamy w najnowszej obszernej analizie relacji chińsko-amerykańskich wpływowego magazynu The Economist. Londyński tygodnik doradza Waszyngtonowi więcej pewności siebie w stosunkach z chińskim smokiem.

@RY1@i02/2009/224/i02.2009.224.000.009a.001.jpg@RY2@

Pierwszym przystankiem chińskiego tournee Obamy było wczorajsze spotkanie ze studentami w Szanghaju

Reuters/Forum

rafal.wos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.