Warszawa na czele nowej Unii
Prezydent Nicolas Sarkozy obawia się utraty wpływu Francji i Niemiec na Unię Europejską. Jego irytację budzi zbudowany przez Polskę sojusz 10 państw, który okazał się skuteczną przeciwwagą dla dominacji Paryża i Berlina.
- Jeśli nadal ta dziesiątka będzie się spotykała przed każdym unijnym szczytem, stanie się to dla nas poważnym problemem - przyznał Sarkozy w rozmowie ze swoimi współpracownikami podczas piątkowego szczytu w Brukseli. Ujawnił to wczoraj portal Euobserver. Jego słowa przywołały na myśl pamiętne zdanie poprzedniego francuskiego prezydenta Jacques’a Chiraca, który w 2003 roku skarcił samodzielność nowych państw Unii Europejskiej stwierdzeniem, że "straciły dobrą okazję, żeby siedzieć cicho".
Tuż przed szczytem premier Donald Tusk zwołał spotkanie szefów rządów nie tylko krajów wyszehradzkich (oprócz Polski także Czech, Słowacji i Węgier) i państw bałtyckich, ale także Rumunii, Bułgarii i Słowenii. I przekonał ich do poparcia naszego pomysłu przerzucenia na bogatych większości kosztów pakietu klimatycznego. Mimo prób szwedzkiego premiera Fredrika Reinfeldta tej koalicji nie udało się rozbić.
- Sarkozy jest śmieszny w swojej krytyce, bo sam permanentnie konsultuje się z Angelą Merkel. Musi zrozumieć, że Paryż i Berlin straciły już monopol na kierowanie Europą - tłumaczy nam Hugo Brady, ekspert londyńskiego Center for European Reform.
Analityk podkreśla także, że budowanie nieformalnych sojuszu w Unii Europejskiej to standard. Działa Club Med, który łączy Hiszpanię, Portugalię i Grecję. Jednak od czasu gdy trzy państwa stały się zbyt bogate, by otrzymywać środki finansowe z funduszy strukturalnych, solidarność między nimi słabła, aż ostatecznie przestała istnieć. Konsultacje prowadzą też kraje skandynawskie i Wielka Brytania, które dążą do zniesienia barier w handlu. Łączy je także nieprzeciętny sceptycyzm wobec dalszej integracji europejskiej.
- Długo kraje Europy Środkowej obawiały się hegemonii Polski. Ale po przystąpieniu do Unii zrozumiały, że przyłączając się do koalicji pod przywództwem naszego kraju, mogą być o wiele skuteczniejsze - uważa Paweł Świeboda, dyrektor centrum Demos Europa. Jego zdaniem nigdzie w Europie Środkowo-Wschodniej nie ma też takiego zespołu analityków ds. integracji jak ten, który udało się w ostatnich latach stworzyć w Warszawie.
- Ta koalicja przetrwa przynajmniej 10 albo nawet i 20 lat, do czasu gdy nowe państwa nie dogonią poziomem rozwoju reszty Unii. Dopiero wówczas skończy się ich wspólny interes. Poza francusko-niemieckim tandemem żaden sojusz wewnątrz Unii Europejskiej nie jest tak spójny - mówi nam Antonio Missiroli, prezes brukselskiego European Policy Center.
Największa batalia, która pokaże siłę sojuszu zbudowanego przez Polskę, tak naprawdę dopiero się rozpoczyna. Chodzi o budżet na lata 2013 - 2020, z którego potencjalnie kraje te mogą otrzymać setki miliardów euro dotacji. Z trudem wychodzące z kryzysu Niemcy, Francja czy Wielka Brytania zrobią dlatego bardzo wiele, aby rozbić grupę kierowaną przez Warszawę.
@RY1@i02/2009/218/i02.2009.218.000.0010.101.jpg@RY2@
Sojusze, które mają największe wpływy w Unii
Jędrzej Bielecki
jedrzej.bielecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu